Polskie firmy chcą budować Polskę. Tylko sobie nie ufają
Artykuł sponsorowany

Polskie firmy chcą budować Polskę. Tylko sobie nie ufają

Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA
Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biuro Informacji Gospodarczej SA Źródło: Materiały prasowe / Polski Kongres Gospodarczy
Polska stoi przed historyczną szansą — biliony złotych inwestycji, transformacja energetyczna, zbrojenia. Olbrzymi strumień publicznych pieniędzy, który ma trafić do polskich firm, w tym MŚP. To olbrzymia szansa na rozwój, inwestycje w nowoczesne technologie i tworzenie nowych miejsc pracy. Brakuje tylko jednego kapitału – zaufania.

Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Polska firma produkująca komponenty dla energetyki chce wejść do łańcucha dostaw dużego projektu offshore. Produkty ma dobre. Ceny konkurencyjne. Ale kontrahent zanim podpisze z nią kontrakt chce sprawdzić, czy może jej zaufać. Jak to weryfikuje? Najczęściej w ogóle tego nie robi. Zamiast tego szuka znajomej firmy, która oferuje to samo. Choć niekoniecznie tej samej jakości.

Dekada bez postępu. I zegar tyka

W 2025 roku Krajowy Rejestr Długów razem z Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu powtórzył unikalne badanie kapitału społecznego i zaufania w polskim biznesie — pierwsze przeprowadzono dziesięć lat temu. Wyniki są niepokojące.

Polska gospodarka traci rocznie 974 miliardy złotych — ponad jedną czwartą PKB — na transakcjach, które nie dochodzą do skutku z powodu nieufności. Nie z powodu złej jakości oferty, czy zbyt wysokiej ceny. Tylko dlatego, że jeden przedsiębiorca nie ufa drugiemu na tyle, żeby podpisać umowę.

Niestety ostatnia dekada pokazała, że poziom zaufania w biznesie i tak niski, jeszcze bardziej się obniżył. Dziś 84,8 proc. polskich przedsiębiorców uważa, że w biznesie trzeba stale się pilnować, żeby nie zostać oszukanym — wobec 73,5 proc. w 2015 roku. Odsetek firm współpracujących wyłącznie ze sprawdzonymi, wcześniej poznanymi partnerami wzrósł z 27,2 do 48,8 proc. Niemal co druga firma zamknęła się w kręgu zaufanych.

To ma swoje głębsze przyczyny. Zaufanie nie zniknęło — ono się zmieniło. Stało się instytucjonalne, proceduralne, transakcyjne. Firmy nauczyły się działać w warunkach nieufności: każdy krok dokumentują, każdą umowę opatrują klauzulami, każdego kontrahenta traktują jak potencjalne ryzyko. To jest kosztowne i spowolniające — ale stało się normą.

Local content wymaga czegoś, czego nie ma

Na tym tle dyskusja o local content nabiera innego wymiaru. Wielkie projekty inwestycyjne — CPK, farmy wiatrowe, zbrojenia, szpitale, sieci energetyczne — wymagają angażowania setek, a nawet tysięcy polskich firm jednocześnie. Wymagają konsorcjów, wielopiętrowego podwykonawstwa, długoletnich łańcuchów dostaw. Innymi słowy: wymagają gotowości do współpracy z firmami nieznanymi.

A badania pokazują, że polska gospodarka przesuwa się właśnie w odwrotnym kierunku — ku izolacji, ku kręgom zaufanych, ku omijaniu nieznanych. 64,4 proc. przedsiębiorców uważa, że większość kontrahentów wykorzysta każdą lukę prawną w umowie dla własnej korzyści. Przy takich przekonaniach trudno budować konsorcja z obcymi firmami, dzielić się technologią w klastrach, wchodzić w wieloletnie partnerstwa.

Nie ma też co liczyć, że samo zwiększenie liczby zamówień publicznych rozwiąże problem. Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego z 2025 roku tylko 13 proc. firm produkcyjno-usługowych złożyło w minionym roku jakąkolwiek ofertę w przetargu publicznym. Dla 72 proc. rynek publiczny w ogóle nie wchodzi w rachubę. Powody: zbyt skomplikowane procedury, zbyt wysokie koszty wejścia, wymogi doświadczenia, które eliminują firmy nowe i innowacyjne, a w tle — przekonanie, że wynik bywa z góry przesądzony.

Instytucja, która mogłaby pomóc — i dlaczego nie może

Istnieje w Polsce infrastruktura, która mogłaby grać w tej układance kluczową rolę. Biura informacji gospodarczej — BIG-i — zostały po to powołane, żeby dostarczać wiarygodnych, zintegrowanych informacji o kontrahentach. Ale działają w ramach przepisów, które nie pozwalają w pełni im takiej roli pełnić.

Problem pierwszy: firma, która chce aktywnie budować swoją pozytywną reputację płatniczą, musi mieć... zgodę kontrahenta, któremu płaci w terminie, na umieszczenie tej informacji w BIG-u. Tymczasem 51 proc. MŚP deklaruje, że chciałoby mieć możliwość pochwalenia się tym, że płacą terminowo. Wśród firm średnich — aż 81 proc.

Problem drugi: przedsiębiorca, który chce sprawdzić wiarygodność nowego kontrahenta, musi samodzielnie przeszukiwać kilkadziesiąt rozproszonych rejestrów i baz. W małej firmy nie ma na to zasobów ani czasu. Tymczasem 63,5 proc. MŚP chciałoby mieć dostęp do zintegrowanych, wiarygodnych danych o kontrahentach w jednym miejscu.

BIG-i mogłyby być tym jednym miejscem. Ale żeby to się stało, potrzebują szerszych kompetencji: dostępu do danych z publicznych rejestrów, możliwości budowania pozytywnej historii płatniczej bez bariery zgody kontrahenta, silniejszych narzędzi analitycznych. To wymaga zmiany ustawy o biurach informacji gospodarczej.

Rzetelność jako waluta rynkowa

Jest jeszcze jeden wymiar tej sprawy. Jeśli rzetelność płatnicza i historia współpracy z kontrahentami stałyby się mierzalnym, weryfikowalnym kryterium — a nie tylko deklaracją — mogłyby być uwzględniane w procedurach przetargowych. Jako obiektywne kryterium oceny wiarygodności podmiotu startującego w przetargu.