Na stacjach drogo, mimo że ropa nadal jest tania. O co chodzi?

Na stacjach drogo, mimo że ropa nadal jest tania. O co chodzi?

Tankowanie samochodu
Tankowanie samochodu / Źródło: Shutterstock / Syda Productions
Ceny paliwa rosną. Pierwszy raz od niemal roku zbliżają się one do 5 zł, mimo że ceny ropy naftowej pozostają niskie. Skąd więc podwyżki? Wyjaśniamy.

Cena paliwa na stacjach benzynowych zbliża się do 5 zł. Tak wysokich cen kierowcy nie widzieli od dawna, a to wszystko, przy stosunkowo niskiej cenie za baryłkę ropy naftowej. Obecnie trzeba za nią zapłacić około 60 dolarów. Ostatnio surowiec kosztował tyle w marcu 2020 roku, na chwilę przed rozpoczęcie globalnego zamrażania gospodarek.

Co ciekawe, paliwo kosztowało niemal tyle samo w 2014 roku, chwilę przed tym, gdy ceny ropy zaczęły gwałtownie spadać. Jak to możliwe, że kierowcy muszą płacić 5 zł, gdy baryłka ropy kosztuje 60 dolarów i tyle samo, gdy jej cena przekracza 100 dolarów? Jak to zwykle bywa w kwestiach gospodarczych, odpowiedź jest złożona.

Z czego wynika cena paliwa na stacji

Zacznijmy od najważniejszego, czyli od tego, jak wygląda rozkład opłat, które finalnie określają cenę paliwa na stacji benzynowej. Jest on nieco rozbieżny jeśli chodzi o różne rodzaje benzyny oraz olej napędowy, ale przytoczenie uśrednionych wartości także daje dobry obraz problemu.

– Przede wszystkim trzeba pamiętać, że w cenie paliwa na stacji benzynowej, cena ropy stanowi maksymalnie 40 proc. Czyli, nawet jeśli ropa zdrożeje dwukrotnie, to może mieć to niewielki wpływ na ostateczną cenę paliwa – tłumaczy Profesor Wojciech Suwała z Wydziału Energetyki i Paliw Akademii Górniczo-Hutniczej.

Zgodnie z tym, co mówi ekspert AGH, sama cena ropy nie stanowi nawet połowy finalnej opłaty za paliwo z dystrybutora. W przypadku benzyny jest to faktycznie około 40 proc. Przy oleju napędowym cena ropy może stanowić nawet połowę finalnego produktu, a należy pamiętać, że mówimy już o cenie surowca z rafinerii, która także nakłada swoją marżę.

– Marża rafinerii może być procentowo dużo wyższa, gdy ropa jest tania, a stosunkowo niska przy wysokich cenach surowca. Wtedy bowiem nawet przy niższej marży rafineria uzyskuje wyższe przychody. Podobnie jest w przypadku stacji benzynowych – dodaje wykładowca AGH.

Drugą największą składową jest akcyza. Waha się ona od 24 do niemal 32 proc. ceny. Na trzecim miejscu znajduje się podatek VAT. W przypadku obu paliw jest to nieco ponad 18 proc. Reszta składowych ma już dużo mniejszy udział, ale należy pamiętać jeszcze o opłacie paliwowej, opłacie emisyjnej i marży samej stacji benzynowej. Co ciekawe, wbrew panującej opinii, marże stacji są niemal niezauważalną częścią ceny. Wahają się w okolicach 1 proc.

– Część podatków to opłaty stałe, ale już marże stacji, marże rafinerii, czy w końcu ceny ropy naftowej są bardzo zmienne – tłumaczy prof. Wojciech Suwała. – Wszyscy, którzy są w tym łańcuchu, mają możliwości manewru. Czasem może im się opłacać obniżyć swój procentowy udział w cenie, aby sprzedać więcej paliwa – dodaje.

Co się zmieniło?

Co w takim razie wpłynęło na tak drastyczne zmiany cen? Na pewno nie brak surowca. Pod koniec kwietnia 2020 roku, po raz pierwszy w historii cena za baryłkę ropy naftowej osiągnęła ujemny poziom. Za odbiór ropy West Texas Intermediate producenci... dopłacali nawet 38 dolarów. Wynikało to z faktu, że światowa gospodarka niemal się zatrzymała, więc prawie nikt ropy nie zużywał. Tak zwane sektory ropochłonne, czyli transport, czy przemysł, przestały ropę kupować, a producenci nie przestawali jej wydobywać.

Nałożyły się na siebie dwa czynniki. Po pierwsze niespodziewana pandemia, która niemal zatrzymała światową gospodarkę oraz to, że rynek przyzwyczajony był do czasów silnego rozwoju. Mówiąc wprost, tuż przed wybuchem pandemii, na świecie było po prostu... za dobrze. Producenci wydobywali ogromne ilości ropy, ponieważ była ona na bieżąco zużywana. W momencie, gdy rozpoczął się kryzys i zabrakło odbiorców, bardzo szybko pojawiły się kłopoty z magazynowaniem niewykorzystanego surowca.

Na rynku doszło do sytuacji, gdy sprzedawanie ropy nawet po ujemnych cenach zaczęło się opłacać bardziej, niż zatrzymywanie produkcji. Po miesiącach burzliwych dyskusji w ramach OPEC+ główni producenci surowca doszli jednak do porozumienia i nałożyli odgórne ograniczenia dotyczące ilość wydobywanej ropy. Wtedy ceny zaczęły wracać do normy. Dopiero w ostatnich dniach baryłka ropy przekroczyła ponownie granicę 60 dolarów.

– Gospodarka zaczyna odbudowywać się po lockdownach spowodowanych pandemią. Działania ekonomiczne mają to do siebie, że liczy się nie tylko sytuacja bieżąca, ale również oczekiwania. Jeżeli wszyscy oczekują, że gospodarka w końcu ruszy, to producenci ropy widzą, że będzie wzrastał na nią popyt, więc windują ceny. W ten sposób chcą sobie także zrekompensować straty z czasów niskich cen – tłumaczy prof. Suwała. – Są to normalne, racjonalne ekonomicznie działania przedsiębiorców, którzy są obecni w łańcuchu obrotu, przetwarzania i sprzedaży produktów ropy naftowej – dodaje.

Ceny paliwa w najbliższej przyszłości

Jakich trendów cenowych można się spodziewać w najbliższych miesiącach? Jeżeli nie dojdzie do kolejnych lockdownów, a światowa gospodarka nadal będzie się wybudzać z zastoju, to trend może być tylko jeden. Będzie drożej. Należy jednak pamiętać, że to, że drożeć będzie ropa naftowa, nie musi się drastycznie przekładać na finalne ceny paliwa na stacjach benzynowych.

– Spadku cen nie należy się raczej w najbliższym czasie spodziewać. Jeśli jest stabilny popyt i nie ma drastycznych zmian na rynku amerykańskim – bo postronne popytu to on najwięcej wpływa na zmiany cen – to raczej nie można na to liczyć – ocenia profesor Wojciech Suwała.

Czytaj też:
Ropa naftowa znów drożeje. Rośnie na fali sytuacji na Bliskim Wschodzie i... mrozów w Europie

Źródło: WPROST.pl
+
 0

Czytaj także