Odzieżowe sieciówki zmieniają się w wypożyczalnie odzieży. Płacisz tylko miesięczną kwotę

Odzieżowe sieciówki zmieniają się w wypożyczalnie odzieży. Płacisz tylko miesięczną kwotę

Banana Republic
Banana Republic / Źródło: Banana Republic
Coraz więcej amerykańskich marek odzieżowych umożliwia swoim klientom wypożyczanie odzieży za określoną miesięcznie kwotę.
Należąca do słynnej amerykańskiej sieciówki Macy's Inc. sieć sklepów Bloomingdale's, marka Banana Republic (własność Gap Inc.) i Urban Outfitters - to amerykańskie marki, które w ostatnim czasie zaoferowały usługę wypożyczania odzieży na zasadzie miesięcznej subskrypcji. Przykładowo: Banana Republic stworzyła ofertę "Style Passport" (póki co tylko dla kobiet) w cenie 85 dolarów miesięcznie.

Za tą kwotę mogą one wypożyczyć trzy elementy garderoby na raz. Do wyboru mają aż 100 różnych stylizacji. Firma już myśli o podobnej ofercie dla mężczyzn. Podobny model działania rozważa znana w USA sieć obuwnicza Designer Brads - donosi portal Fox Business. Powołuje się przy tym na dane firmy badawczej GlobalData, zgodnie z którymi sektor wypożyczalni odzieży to obecnie prężnie rozwijający się biznes o wartości 1 miliarda dolarów, który do 2023 roku ma osiągnąć wartość 2,5 miliarda dolarów. A w połączeniu z second handami w ciągu dekady stanowić będzie 13 proc. z wartego 360 miliardów dolarów amerykańskiego rynku odzieży (dziś wypożyczalnie i lumpeksy stanowią 7,3 proc. całego rynku odzieżowego).

– Wynajem odzieży to kolejna odsłona gospodarki współdzielenia się, której klienci - szczególnie osoby w wieku 20 i 30 lat - są mniej zainteresowani posiadaniem, za to nadal chcą mieć dostęp do różnych marek i usług – zauważa Steve Barr, ekspert rynków konsumenckich w PwC.

Wypożyczalnie dają przy tym sieciówkom odzieżowym promyk nadziei w czasach, gdy te coraz częściej mają do czynienia z górami niesprzedanych ciuchów i akcesoriów, które potem trzeba mocno przeceniać. Dlatego niektóre amerykańskie sieciówki już zaangażowały się w otwieranie salonów z używaną odzieżą we współpracy z takimi firmami, jak: Real Real i ThredUp. Na przykład J.C. Penney i Macy's współpracują z ThredUp, a Nordstrom testuje odsprzedaż w swoim flagowym sklepie dla kobiet na Manhattanie oraz w Internecie.

Odzieżowa rewolucja

Wchodzenie sieciówek w biznes lumpeksowy jest coraz popularniejszy także w Europie. Na jesieni 2019 roku popularna szwedzka sieć H&M ogłosiła, że przejmuje 70 proc. akcji szwedzkiego start-upu Sellpy, który zajmuje się internetową odsprzedażą ubrań z drugiej ręki. – Sprzedaż rzeczy używanych to jeden z najszybciej rozwijających się sektorów w branży modowej – twierdzą przedstawiciele grupy H&M.

Złośliwi mówią, że to tylko taka PR-owa zagrywka, która ma przypudrować skandal sprzed dwóch lat, kiedy dziennikarze odkryli, że w samej tylko Szwecji H&M spalił 19 ton ubrań. Zdaniem koncernu nie nadawały się do sprzedaży. Mimo wszystko w świat poszedł komunikat, że wielkie koncerny odzieżowe inwestują w lumpeksy. Nieco bliżej nas, bo w Berlinie, Zalando, czyli jeden z największych internetowych sklepów z odzieżą na świecie, otworzył butik w centrum handlowym przy Alexanderplatz. Testuje tam sprzedaż używanych ubrań i dodatków po parę euro za sztukę. Zalando zapewnia, że sprzedawana w butiku odzież jest starannie wyselekcjonowana i tylko dobrej jakości. Jeśli koncept chwyci, mogą powstać kolejne tego typu butiki.

Czytaj także:
Influencerzy czyszczą szafy na ratunek Australii

Źródło: Wprost

Czytaj także

 0