W Polsce znaleźliśmy sposób, by kupować w sieci i nie płacić za dostawę

W Polsce znaleźliśmy sposób, by kupować w sieci i nie płacić za dostawę

Zakupy online
Zakupy online
Pandemia COVID-19 wywróciła do góry nogami handel w Polsce. Wciąż kupujemy, ale coraz więcej online, nie stacjonarnie. A co z kosztem dostawy towaru? Znaleźliśmy sposób, by za nią nie płacić.

Przez ostatnie 3-4 miesiące dokonała się gigantyczna zmiana. Handel online – nie tylko w Polsce – zaczął święcić triumfy. Rosną „stare” sklepy sprzedające w sieci, na e-commerce przestawiło się naprawdę sporo przedsiębiorstw. Ogromna liczba udoskonaliła swoje kanały sprzedaży, wiedząc, że lekceważąc handel sieciowy skazuje się na porażkę.

Zamawiamy do biur i domów, ale także odbieramy w paczkomatach (ogromne wzrosty, o których pisaliśmy na Biznes.Wprost.pl). Jednak trendem, który na dobre zadomowił się wśród konsumentów jest BOPIS (buy online, pick up in store), czyli zamawianie zakupów przez internet i ich osobisty odbiór w sklepie.

Cechą tej formy zakupów, która okazuje się być dla nas najważniejsza, jest przystępność cenowa. 54 proc. badanych uważa, że korzystając z BOPIS kupuje taniej, oszczędzając na opłacie za dostawę do domu. 40 proc. konsumentów docenia, że w ten sposób mogą szybko sprawdzić asortyment sklepu, a 37 proc. ceni sobie szybkość tej formy zakupów w porównaniu z ich tradycyjną formą, jak wynika z raportu konsumenckiego Deloitte.

Najchętniej decydujemy się na metodę buy online, pick up in store (BOPIS) podczas zamawiania odzieży (62 proc.), książek (56 proc.) i elektroniki (55 proc.). Na dość wysokim poziomie utrzymuje się odsetek tych osób (38 proc.), które są gotowe do zakupu w sieci i odbioru w sklepie artykułów spożywczych. – Coraz więcej sieci handlowych proponuje klientom takie rozwiązanie, czyli skompletowanie zakupów na przykład poprzez aplikację, a potem odbiór ich w sklepie. Dla wielu osób jest to nie tylko metoda na sprawowanie większej kontroli nad wydatkami, ale także ograniczenie czasu przebywania w dużych skupiskach ludzi – mówi Michał Pieprzny z Deloitte.

Źródło: Deloitte
+
 1

Czytaj także