„Less is more” na przykładzie „polskich Heroesów”. Recenzja Clash II

„Less is more” na przykładzie „polskich Heroesów”. Recenzja Clash II

Clash II
Clash II
Clash II co prawda wciąż jest w fazie wczesnego dostępu, ale już teraz widać, że jest to gra inna niż kultowa część pierwsza. Tamten tytuł uwielbiałem, śnił mi się po nocach. Co zapamiętam z dwójki?

Clash z 1998 roku był objawieniem. Nie pamiętam już nawet, czy dołączono go do jakiegoś czasopisma, czy też był sprzedawany w kioskach za grosze. W każdym razie stanowił ogromne zaskoczenie i swoją grywalnością zapewnił tysiącom polskich graczy długie godziny świetnej zabawy. Był prosty, na swój sposób przejrzysty i pomysłem przypominał uwielbianą serię Heroes of Might and Magic od 3DO. Odróżniał się od niej jednak w satysfakcjonującym stopniu.

Clash II postawił na ulepszoną grafikę. Tylko po co?

W tamtym czasie bałem się tej gry. Czające się za mgłą wojny potwory czy oddziały z artylerią powodowały u młodego gracza nocne koszmary. Mroczna grafika nie szczędząca widoku krwi również robiła swoje. Dlatego też, kiedy tylko usłyszałem o produkcji drugiej części, od razu zgłosiłem się po kod recenzencki. Chciałem sprawdzić, jak po latach zareaguję na ten ponury świat. Czy i teraz zrobi na mnie takie wrażenie.

Obiecywałem sobie, że nie będzie to tekst o jedynce, którą mógłbym chwalić do znudzenia. Nie sposób jednak uniknąć porównań. Już po zerknięciu na screeny rzuca się bowiem w oczy odejście od charakterystycznej grafiki na rzecz czegoś, co widzieliśmy w wielu innych grach (i żadnej z nich nie pamiętamy). Minimalistyczny ale niezapomniany design zastąpiono nieudaną próbą stworzenia „czegoś w 3D”. Oczy może i nie bolą, ale też nie ma czemu się przyglądać.

Już pikselartowe Songs of Conquest wygląda lepiej i przejrzyściej na mapie świata. Jeśli z kolei chodzi o wnętrza zamków, to nawet Heroes of Might and Magic V z 2006 roku prezentuje się korzystniej. W Clashu II wszystkie budynki wewnątrz twierdz wyglądają tak samo i nie zachęcają do tego, by zawiesić na nich oko. W 2024 roku po menu budowy i werbowania jednostek chyba też można było oczekiwać czegoś więcej.

Screen z gry Clash II

„Polskie Heroesy”

Rozgrywka jest dość nadal przyjemna, co nie powinno być zaskoczeniem. Patent z bohaterem, który zbiera wojska i eksploruje mapę, sprawdza się od dekad. Przeciwnicy w kampanii nie stanowią może wielkiego wyzwania, ale prostsze walki można powierzyć sztucznej inteligencji, która w kilka sekund poda nam wynik potyczki. Sami możemy oczywiście sterować armią w taki sposób, by nie ponosiła ona strat, a tutaj o nie dosyć łatwo. Oddziały zbierają doświadczenie i awansują, co dodatkowo zachęca do dbania o nie.

Mamy co prawda tylko dwa stronnictwa, ale jednostki są dość zróżnicowane. Niektóre mają umiejętności specjalne. Czasami warto przybliżyć kamerę, bo łatwo pomylić kogoś w tłumie. Dobrym rozwiązaniem jest możliwość kolejkowania kolejnych rozkazów, zanim dany oddział wykona swój ruch. Nie trzeba wówczas czekać do końca animacji.

Problemem są za to ponawiające się komunikaty wojaków. Kiedy łucznik podczas jednego ruchu cztery razy mówi to samo, to trudno oprzeć się chęci wyciszenia go. Muzyka jest nawet niezła, ale głos polskiej lektorki woła o pomstę do nieba. Skrobanie piórem zagłuszające odczytywany tekst (który zresztą nie wygląda na piórem napisany) też nie poprawia wrażenia i nie zachęca do skupiania się na fabule. A jeśli ktoś podejmie ten wysiłek i jednak się skoncentruje, to zwyczajnie zmarnuje czas. Nie warto.

Screen z gry Clash II

Clash II, czyli „lepsze” wrogiem dobrego

Pisząc ten tekst raz jeszcze zerknąłem sobie na screeny i filmiki z pierwszego Clasha. Wspomnienia mnie nie okłamały, tamta gra naprawdę wyglądała sympatyczniej, bardziej zachęcająco. Nie zapychała mapy niepotrzebnymi, brzydkimi krzakami i drzewami, w tym aspekcie nostalgia nie jest w stanie mnie oszukać. Jednostki były może pokraczne, ale swojskie i charakterne. Śmierć robiła wrażenie. Bitwy emocjonowały. Zamki wyglądały jak zamki, a aspekt strategiczny wciągał i popychał do budowania dróg oraz posterunków.

Dla Clasha II jest już za późno na rewolucyjne zmiany, ale szansą dla całej serii byłby powrót do takiej właśnie prostoty, jaką wyróżniała się część pierwsza. Zamiast robić taniego klona HoMM, lepiej postawić na ulepszoną wersję pierwszej odsłony Clash. Ba, wielu graczy zapłaciłoby pewnie, żeby zagrać w zremasterowaną wersję jedynki. Tu naprawdę nie trzeba było wymyślać prochu (i nie wymyślono).

W produkcję Prime Bit Games nie gra się tragicznie, ale w 2024 roku branża oferuje po prostu zbyt wiele, by to akurat polskie dzieło zdobyło serca graczy. Średniaków w każdym gatunku znajdziemy mnóstwo, gier nieudanych jeszcze więcej. Clash II walczy niestety o swój byt gdzieś pomiędzy tymi dwiema kategoriami. Szkoda, bo wydawałoby się, że potencjału starczy na więcej.

Ocena: 5/10

Czytaj też:
Szerzenie demokracji nigdy nie było tak przyjemne. Recenzja Helldivers 2
Czytaj też:
Niepozorna gra podbiła moje serce. Jak tekstowy RPG sprawił, że odstawiłem Hogwart's Legacy

Źródło: WPROST.pl