Recenzja gry Animal Well. Hit sceny niezależnej, czy przechwalony średniak?

Recenzja gry Animal Well. Hit sceny niezależnej, czy przechwalony średniak?

Grafika z Animal Well
Grafika z Animal Well Źródło: Billy Basso / Bigmode
Animal Well to jak dotąd jedna z najwyżej ocenianych produkcji 2024 roku, co może szokować osoby spoza branży. Czy gra, która wygląda jak relikt przeszłości, będzie miała szanse w grudniowych plebiscytach dla najlepszych tytułów?

Każdy szanujący się gracz dobrze wie, że grywalność zawsze będzie ważniejsza niż grafika, a świetnym pomysłem można nadrobić techniczne niedociągnięcia. Gdzie jak gdzie, ale w świecie gier komputerowych to nie wygląd, a charakter ma znaczenie.

Grywalność > grafika

Na cmentarzysku zapomnianych tytułów znajdziemy wiele produkcji, które swego czasu szczyciły się piękna grafiką i wizualnymi fajerwerkami. Każdy gracz z pamięci wymieni za to dziesiątki „brzydkich kaczątek”, które mimo nieprzystępnego interfejsu czy odpychającej szaty graficznej, potrafiły przyciągnąć na długie godziny i na zawsze zapisały się w naszych sercach.

Animal Well zdecydowanie nie należy do pierwszej z tych kategorii. Przypadkowo zaczepiony człowiek na podstawie screenów mógłby przypuszczać, że to gra stworzona gdzieś na początku lat 90-tych. Wzięty z ulicy gracz prawdopodobnie nie dałby dziś nawet szansy tytułowi z tak małą paletą kolorów i tak widocznymi pikselami.

Animal Well hitem wiosny

Na szczęście, Czytelniku, my jesteśmy wtajemniczeni. Wiemy, o co chodzi z modą na retro gierki i nie straszne nam hasło pixel art. Nauczeni doświadczeniem, nie oceniamy po wyglądzie. Zachęceni nickiem VideoGameDunkey (ceniony youtuber, który w ramach Bigmode wydał tę perełkę sceny indie), dajemy szansę Animal Well.

Dlaczego piszę to w taki sposób, jakby Animal Well nie było jedną z najgłośniejszych premier tego roku, chwaloną powszechnie przez recenzentów, docenianą przez graczy, posiadającą „przytłaczająco pozytywne” oceny na Steamie i szalony wynik 91 punktów w serwisie Metacritic? Robię to, ponieważ wiem, że nie wszyscy muszą być na bieżąco i interesować się grami do tego stopnia. Próbuję trafić do osób, które po raz pierwszy zetknęły się z tym tytułem.

Jak bowiem zachęcić kogoś, by dał szansę tak nietypowej w 2024 roku grze? Oldschoolowa jest tutaj przecież nie tylko grafika, ale i rozgrywka. Animal Well nie prowadzi nas za rękę, mapę często musimy rysować sobie sami, a konieczność odkrywania mechanik gry na własną rękę w równym stopniu przyczynia się do zachwytów, co frustruje.

To gra zrobiona „tak, jak kiedyś robiło się gry”. Pokładająca dużą wiarę w rozum gracza i jego zdolności do kreatywnego pokonywania przeszkód. Prosty przykład: nie możemy tutaj łatwo pokonywać przeciwników, skacząc im na głowy, czy uderzając ich mieczem. Musimy omijać ich przy pomocy posiadanych przedmiotów, których zastosowania nie jesteśmy pewni.

Wszystkiego uczymy się sami, a znajdywane przez nas elementy ekwipunku mają czasem po kilka zastosowań. Co gorsza, gra posiada w miarę otwartą strukturę metroidvanii, więc każdy gracz będzie zdobywał poszczególne przedmioty w innej kolejności. W interenecie pełno jest relacji, w których ktoś natrafił na podstawowy item dopiero po kilku godzinach gry.

Animal Well frustruje i zachwyca

Podczas zabawy z Animal Well kilkukrotnie odczuwałem pokusę, by poszukać rozwiązania jakiegoś problemu w sieci. Złościłem się na długie błądzenie w labiryncie i brak pomysłu co do dalszych kroków. Za każdym razem trafiałem jednak na ostrzeżenie kolegów graczy, że korzystając z podpowiedzi, traci się istotę Animal Well. I słuchałem, zamykałem kartę w przeglądarce, wracając do swoich poszukiwań.

Największą siłą pierwszej gry Bigmode są bowiem te momenty, w których krzyczymy „eureka!”, uderzając się otwartą dłonią w czoło. Te chwile olśnienia, kiedy wreszcie wpadliśmy na rozwiązanie problemu, albo znaleźliśmy ukryte przejście. Momentalny zachwyt nad pomysłowością autora gry i miłe poczucie „złamania” nieustępliwego przeciwnika.

Animal Well da się lubić, choć potrafi też mocno zdenerwować. Czasami rozwiązanie mamy tuż przed nosem, ale z jakiegoś powodu o nim zapomnimy i trudno nam będzie znaleźć drugi raz to samo miejsce na mapie. Są metroidvanie, które przez ów labirynt prowadzą nas bezboleśnie (Ori), są też takie, gdzie trochę się nabiegamy (Hollow Knight). Opisywana tutaj gra należy raczej do drugiej grupy i nie każdemu się to spodoba.

W opisywanej tutaj grze nie ma też typowej dla gatunku walki, umilającej nam bieganie po licznych poziomach. Tutaj przeciwnikiem są zagadki środowiskowe, to bardziej gra logiczna, choć czasem zręczność też się przydaje. Ostatecznie udało mi się ukończyć ją po 22 godzinach, a kilka z nich poświęciłem na poszukiwania „właściwego” zakończenia. To jednak jest tak wymyślne i skomplikowane, że polecam je jedynie najtwardszym zawodnikom. Szczerze przyznam, że tutaj odpuściłem i po zerknięciu do filmików z hasłem „true ending”, cieszyłem się ze swojej decyzji.

Animal Well nie jest grą piękną, ale może się podobać. Grafika jest tutaj zresztą bardziej elementem rozgrywki i z czasem uczymy się inaczej patrzeć na wszystko, co widzimy, bo może nam to wydatnie pomóc w dążeniu do celu. Podobnie z muzyką, bo dźwięków w tej grze czasami warto słuchać nie tylko dla doznań estetycznych.

Animal Well ośmieli twórców z własną wizją?

Ta gra stawia gameplay na pierwszym miejscu, podporządkowując mu wszystkie pozostałe elementy. Nie ważne jest, jak wygląda i brzmi, ważne po co to robi w ten, a nie inny sposób. Wszystko tutaj może być podpowiedzią, choć może być też zmyłką. Wszędzie może czaić się sekret, ale ostatecznie biegamy po labiryncie na podobieństwo wariata, obmacując każdą ścianę i rzucając sprężynkę do każdego zbiornika.

Jeśli nie przekonały Was zachwyty innych recenzentów, to pewnie nie przekona i ten tekst. Może nawet odstraszy tych, którzy nie lubią łamać sobie głowy nad niejasnymi zagadkami i złoszczą się, kiedy zabłądzą w grze na kilka godzin. Animal Well, choć może wydawać się podobne do innych niskobudżetowych metroidvanii, nie jest jednak grą pospolitą. Wiele rzeczy robi inaczej, idzie swoimi drogami.

Wydaje mi się, że niekoniecznie musi to być najlepsza gra indie 2024 roku. Z pewnością jednak zostanie zapamiętana i może wpłynąć na innych twórców, zachęcając ich do odważniejszego, bardziej indywidualnego podejścia do swoich produkcji. Dzięki Animal Well Billy Basso powinien zyskać też spore uznanie i środki do stworzenia kolejnego tytułu. Jestem przekonany, że warto będzie go wyczekiwać.

Czytaj też:
Niepozorna gra podbiła moje serce. Jak tekstowy RPG sprawił, że odstawiłem Hogwart's Legacy
Czytaj też:
Zbyt wczesny dostęp? Recenzja gry The Rogue Prince of Persia

Źródło: WPROST.pl