Bierzesz kredyt hipoteczny? 10 cech, po których poznasz doradcę-ignoranta

Bierzesz kredyt hipoteczny? 10 cech, po których poznasz doradcę-ignoranta

Doradca kredytowy - zdjęcie ilustracyjne
Doradca kredytowy - zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Shutterstock / stockfour
Sporo pisałem w poprzednich odcinka Poradnika na temat różnych zagrożeń i pułapek, związanych z ubieganiem się o kredyt hipoteczny. Z pewnością najłatwiej się potknąć na procedurze kredytowej, jeśli wybierzemy sobie na doradcę-ignoranta, a nie fachowca.

No dobrze, pewnie zapytasz, ale jak poznać, czy siedząca przed nami osoba - w banku lub u pośrednika – zna się na rzeczy? Czy też może jest zupełnym laikiem? Pomoże Ci w tych ustaleniach zmysł obserwacji, ale pod dodatkowym warunkiem, że zapoznasz się z poniższą instrukcją, gdzie opisuję, po czym można zidentyfikować nieudacznika, podającego się za speca od hipotek. Znalazłem aż 10 cech, które pomogą ci w tej „pracy badawczej”.

1. Młody wiek

Od lat co najmniej kilku, banki nie przykładają większej wagi do kredytów hipotecznych. Wyznaczane są dość przypadkowe osoby do tej dziedziny, zwykle po minimalnym szkoleniu. W szczególności do sprzedaży mogą trafić bardzo młode osoby, tj. takie, które dopiero co ukończyły lat 20. Mając na względzie „ciężar gatunkowy” dziedziny kredytów hipotecznych: masz 99 proc. szans, że taka osoba nie umie kompletnie nic. I jeszcze jedna kwestia: nie działa to w drugą stronę. Gdy spotkasz za bankową ladą 50-latka w roli doradcy od hipotek, nie zakładaj od razu, że to wielkiej klasy specjalista. Sprawdź, czy nie posiada innych cech doradcy-niemoty, opisanych w kolejnych punktach.

Czytaj też:
Pośrednik kredytowy lepszy od pracownika banku? Oto dowody

2. Przylepiony na stałe uśmiech ulicznego sprzedawcy

W bankach bardzo się zwraca uwagę na rzeczy mało istotne (np. zaleca się pracownikom zawsze szeroki, nienaturalny uśmiech do klienta), uznając, że powyższe w zupełności zrekompensuje braki merytoryczne w wyszkoleniu. Otóż – jak się pewnie domyślasz – tak się nie dzieje. Fachowiec, prowadząc daną sprawę, przede wszystkim koncentruje się na jej istocie - głównie na dokumentacji, dość dokładnie i rzeczowo zadając klientowi pytania. Robi to w skupieniu i widać, że przy tym działaniu używa szarych komórek.

Przy profesjonalnej konsultacji nie ma miejsca na durny uśmiech, który zwykle nie schodzi z ust „doradcy”-laika.

A tak na marginesie: tylko półgłówek może zawsze być uśmiechnięty. Patrz: Jaś Fasola, czy bohater licznych filmików, w którego wcielał się Benny Hill.

3. Powtarzanie obietnic po każdym pytaniu

Jak chcesz sprzedać klientowi jakiś produkt, to zawsze obiecuj jak najwięcej. Na każde pytanie „czy można?”, odpowiadaj – „oczywiście”. Na pytanie „czy się uda?” – bez wahania przytakuj, powtarzając „bez problemu”. I komunikaty takie wyrzucaj z siebie bez chwili wahania, jak klient zada pytanie. Tak mniej więcej szkoli się młody narybek w banku. Jak się pewnie domyślasz: są to obietnice – dość często – zupełnie bez pokrycia. Tym bardziej, kiedy pomiędzy zadanym pytaniem a odpowiedzią, nie było przerwy na proces myślowy. Pod kątem obietnic, przyznaję szczerze, że nawet początkujący pracownik banku bije mnie na głowę. Tyle że dość często okazuje się, iż z deklaracji takich „doradców” nic się się nie sprawdziło.

Radzę więc: nie pozostawiaj trudnej sprawy, jaką niewątpliwie jest cały proces pozyskania kredytu hipotecznego, w rękach złotoustego „obiecywacza”.

4. Powoływanie się na znajomości w banku

W bankach, przy procedurze pozyskania kredytu (także „hipoteki”), niemal w 100 procentach obowiązuje tzw. proces centralny. To znaczy, że ktoś w centrali banku wymyślił określone procedury (czasem mądre, częściej idiotyczne), a zadaniem pracowników tej instytucji jest bezwzględne przestrzeganie narzuconych zasad i metodyki. Jeśli więc dany wniosek nie kwalifikuje się – wedle tychże procedur – do pozyskania finansowania hipotecznego, to i dobry Boże nie pomoże. I z całą pewnością nie zrobi tego Pani Zosia z centrali, ani dyrektor oddziału, z którym np. „doradca” zna się od piaskownicy. Nie wierz ani słowu w takie opowiastki: tylko fuszer takiej taktyki używa, tj. dodaje sobie powagi przez opisywanie kogo to w banku nie zna. Dotyczy to także pośredników kredytowych: oj, ci bardzo lubią się przechwalać swoimi kontaktami z bankowymi „ważniakmi”.

Czytaj też:
10 pułapek przy zakupie domu na kredyt. Nie daj się złapać

5. Sposób czytania przedstawionej przez klienta dokumentacji

Przychodzisz do banku z dokumentacją, którą wcześniej ustaliłeś. Zwykle jest tego sporo. Jak poznasz doradcę-niemotę? Tenże czyta przede wszystkim nagłówki i potem sprawdza z „check-listą”, czy wszystko dostał. Nie zagłębia się natomiast w treść dokumentacji (poza sprawdzeniem twoich dochodów).

To akurat ma sens: po co ma je przeglądać, skoro i tak nic z nich nie rozumie?

6. Ciągłe pytania do innych pracowników podczas spotkania z klientem

Nie zawsze ułomny wiedzą doradca będzie grał przed tobą super fachowca. Może okazać się wobec ciebie uczciwy w okazywaniu niewiedzy i np. na każde twoje pytanie będzie szukał odpowiedzi w notatkach, prosił o odpowiedź innych pracowników lub wykonywał telefon za telefonem do analityków, czy przełożonych. Czy naprawdę chciałbyś takiej osobie powierzyć przeprowadzenie całej, skomplikowanej procedury pozyskania „hipoteki”?

7. Obietnice krótkich terminów na „załatwienie” kredytu

W tym wypadku, możesz wykorzystać ten akapit, aby szybko zweryfikować poziom kompetencji siedzącego naprzeciw ciebie doradcy. Możesz udawać, że masz bardzo krótki termin na załatwienie kredytu (bo np. sprzedający wylatuje za dwa tygodnie na koniec świata) i pytasz, czy 14 dni wystarczy na załatwienie kredytu. A jeśli nie – to ile czasu może to potrwać? Jeśli więc uzyskasz odpowiedź – z uśmiechem na ustach „doradcy” – iż 14 dni to świat i ludzie, zakończ szybko tę rozmowę.

Fachowiec najpierw zaznaczy, że musi zobaczyć dokumenty, a termin z tych superekspresowych (wedle stanu na dziś) to nie mniej niż 30 dni.

Jednak musisz wziąć po uwagę, że jest to czas teoretyczny: w praktyce może się okazać, że proces taki potrwa 2 miesiące, a nawet dłużej. Doradca z prawdziwego zdarzenia nie będzie tego ukrywał, zaś fuszer nie ma problemu z deklaracją przeprowadzenia procesu nie tylko bardzo szybko, ale i „bez problemu”.

8. Obietnice pewnej decyzji bez sprawdzenia dokumentacji

Procedura pozyskania kredytu hipotecznego najeżona jest licznymi pułapkami, wiesz o tym z poprzednich odcinków Poradnika. I dlatego nie ma żadnej możliwości, aby zagwarantować pozyskanie kredytu, bez dokładnej analizy dokumentacji kredytowej. Duża cześć doradców – nieudaczników, jest w stanie „zapewnić” pozytywną decyzję banku, tylko po sprawdzeniu zdolności kredytowej. To też świetny test na ocenę wiedzy merytorycznej doradcy, któremu chciałbyś powierzyć sprawę: nie pokazuj żadnych dokumentów, poza określeniem dochodu i zapytaj, czy na 100 procent dostaniesz kredyt na zakup wybranej nieruchomości?

Czytaj też:
Jak dostać najlepszy kredyt hipoteczny? „Najtańszy nie znaczy najlepszy. 6 banków i 6 problemów”

9. Brak znajomości (lub bardzo pobieżna) oferty kredytowej

Jeśli specjalista, taki z prawdziwego zdarzenia, sprzedaje konkretny towar, to powinien go znać. Z najmniejszymi detalami. Odpowiadając na twoje pytania o cechy, parametry danego towaru: nie musi zaglądać do notatek, instrukcji, czy też szukać odpowiedzi w Internecie. Chyba już wiesz co mam na myśli: jeśli interesuje cię oferta kredytowa i konkretne jej parametry, oczekuj od doradcy, że będzie dość pewnie i szybko odpowiadał na twoje pytania, nie korzystając z zewnętrznej pomocy.

10. Brak zainteresowania treścią księgi wieczystej

Kupujesz nieruchomość, ta niemal zawsze posiada założoną księgę wieczystą. Przynosisz wydruk tejże i okazujesz doradcy. Jeśli ów pan/pani skupi się tylko na sprawdzeniu adresu i opisu nieruchomości (dział I), a zignoruje pozostałe trzy działy KW – masz stuprocentową gwarancję, że trafiłeś na nieudacznika.

W szczególności, jeśli ów „doradca” nie wykazał zainteresowania zawartością działu III księgi wieczystej (Prawa, Roszczenia i Ograniczenia) i/lub wpisami w dziale IV – ewentualne obciążenia hipoteki.

Jak widzisz, wbrew pozorom, rozpoznanie w twoim „doradcy” słabeusza, czy wręcz totalnego ignoranta, nie jest takie trudne. Wystarczy, że sprawdzisz, jak wybrany przez ciebie pracownik od „hipotek”, zachowuje się w wyżej opisanych sytuacjach. Jeśli więc wyłapiesz u tegoż kilka wymienionych cech (właściwie może wystarczyć jedna), radzę ci: nawet nie pomyśl, aby u takiej osoby złożyć wniosek kredytowy.

Krzysztof OPPENHEIM: ekspert finansowy oraz od rynku nieruchomości, specjalizujący się m.in. w kredytach hipotecznych, związany z bankowością od 1993 r. Od lipca 2016 roku prowadzi także kancelarię antywindykacyjną, o specjalnościach: upadłość konsumencka, oddłużanie, pomoc zadłużonym przedsiębiorcom, spory „frankowe”. Więcej informacji na: www.oppen-kredyt.pl oraz www.krzysztofoppenheim.pl
Źródło: Wprost
 0

Czytaj także