Wzrost płacy minimalnej może dobić tę branżę. Odejść może nawet 40 proc. pracowników

Wzrost płacy minimalnej może dobić tę branżę. Odejść może nawet 40 proc. pracowników

Pieniądze
Pieniądze Źródło: Shutterstock
W przyszłym roku najniższa krajowa wzrośnie do 4300 zł brutto, a stawka godzinowa przekroczy 28 zł. Rosnąca płaca minimalna uderza w branżę ochroniarską. Jej przedstawiciele alarmują, że może skończyć się odejściem nawet 40 proc. pracowników.

W połowie września rząd przyjął rozporządzenie w sprawie płacy minimalnej w 2024 roku. Od stycznia przyszłego roku minimalne wynagrodzenie wzrośnie do kwoty 4242 zł brutto, zaś od lipca do 4300 zł brutto (dwukrotna podwyżka – podobnie jak w tym roku – ma związek z wysoką inflacją). Stawka godzinowa wzrośnie w styczniu do 27,70 zł, od lipca będzie to natomiast 28,10 zł.

Płaca minimalna uderza w ochronę

Rosnąca płaca minimalna – jak pisze „Rzeczpospolita – demoluje uzależniony od kosztów pracy biznes ochrony. – Która organizacja gospodarcza zniesie bez wstrząsów i to w warunkach recesji tak hojny prezent rządu, jak ten arbitralnie nałożony na barki przedsiębiorców? – pyta retorycznie Sławomir Wagner, prezes firmy Monitoring.pl (grupa Keratronik) i były wieloletni szef branżowego stowarzyszenia firm ochrony.

W komentarzu dla dziennika Wagner podkreśla, że szybujące w ostatnich latach minimalne wynagrodzenia i stawki godzinowe wystawią na ciężką próbę rentowność usług security. Szef firmy Monitoring zwraca uwagę, że w lokalnych firmach pilnujących bezpieczeństwa na osiedlach już teraz następują cięcia etatów.

Według szacunków przedsiębiorców zarządcy nieruchomości zlikwidują w najbliższych miesiącach co czwarty posterunek ochrony obsadzany przez pracownika. Najprawdopodobniej w perspektywie dwóch lat likwidacja czeka ok. 15 proc. firm security nastawionych wyłącznie na ochronę fizyczną. – Trzeba się liczyć z tym, że wskutek wymuszonego przez kontrahentów ograniczania stanowisk i godzin ochrony, firmy będą ciąć zatrudnienie. Fala redukcji może spowodować odejście nawet 20–40 proc. pracowników ochrony – ostrzega Wagner.

Jakub Dzik, prezes Grupy Impel, potentata usługowego w kraju (także w segmencie security) twierdzi, że w przypadku najmniejszych spółek prognozy te są „zdecydowanie niedoszacowane". – Majstrowanie przy płacach zza biurka, bez uwzględniania obiektywnych wskaźników ekonomicznych, zawsze dewastuje efekty pracy przedsiębiorców, czyli plany finansowe i budżety firm – tłumaczy Dzik.

„Niepewność w biznesie”

Prezes Grupy Impel podkreśla, że spiętrzenie podwyżek w ciągu ostatnich lat oznacza konieczność renegocjacji setek umów z klientami, których rezultat wcale nie jest przesądzony. – Zafundowano nam niepewność w biznesie i nieuchronne wielomiesięczne turbulencje – podsumowuje Dzik.

Prezes Securitasu Krzysztof Bartuszek zwraca uwagę, że znaczące podniesienie najniższej krajowej uderzy przede wszystkim w małe i średnie firmy. – Znaczący wzrost minimalnego wynagrodzenia może być nie do przełknięcia zwłaszcza dla mniejszych i średnich firm ochrony, np. takich, których nie było stać na konsekwentny marsz w kierunku elektronicznych zabezpieczeń i które nie zdążyły w lepszych czasach zainwestować we własną stację dozoru elektronicznego i monitoringu – mówi Bartuszek.

Rozmówca „Rzeczpospolitej" nie kryje jednak, że podwyżki minimalnego wynagrodzenia nie są bezbolesne również dla Securitasu. – Z roku na rok coraz trudniej o zrozumienie klientów, którym musimy podnosić stawki za usługi. Tym bardziej że zwykle nie ma już miejsca na kolejną optymalizację organizacji ochrony. A przecież gdy rosną stawki, kontrahenci żądają usług wyższej jakości – mówi Bartuszek.

Czytaj też:
Minimalna stawka godzinowa w Niemczech wzrośnie. Polacy mają powody do zazdrości
Czytaj też:
Mały ZUS ostro w górę. Efekt decyzji rządu