Nowy prezes ZUS jeszcze w tym miesiącu. Liczą się dwa nazwiska

Nowy prezes ZUS jeszcze w tym miesiącu. Liczą się dwa nazwiska

ZUS
ZUS Źródło: Shutterstock
Do końca lutego mamy poznać nazwisko nowego prezesa ZUS. Z ustaleń Money.pl wynika, że w grze o fotel szefa instytucji liczą się w tej chwili dwa nazwiska.

9 stycznia Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej poinformowało we wtorek, że szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk złożyła do premiera wniosek o odwołanie Gertrudy Uścińskiej ze stanowiska prezes ZUS. Premier Donald Tusk przychylił się do tego wniosku. – Dziś podpiszę wniosek pani minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk w sprawie odwołania, a w konsekwencji zmiany na stanowisku szefowej ZUS. Tam jest pewna procedura, wymagana jest m.in. opinia rady nadzorczej ZUS. Będziemy działać w tej sprawie szybko – powiedział szef rządu.

Od tamtej wypowiedzi minął ponad miesiąc, a nowego prezesa ZUS wciąż nie ma. Wiceminister pracy Sebastian Gajewski zapowiedział kilka dni temu w radiu TOK FM, że nowy szef instytucji będzie znany do końca lutego.

Kto nowym prezesem ZUS?

Kto może zastąpić Gertrudę Uścińską? Z ustaleń serwisu Money.pl wynika, że liczą się dwa nazwiska. Pierwsze to Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy w pierwszym rządzie Donalda Tuska, prorektor ds. nauki i dyrektorki Instytutu Statystyki i Demografii SGH. Drugi nazwisko to dr Tomasz Lasocki, adiunkt na Uniwersytecie Warszawskim. – Znając Donalda, wybierze kobietę – mówi portalowi informator z rządu.

Serwis ujawnia, że szef rządu odrzucał wcześniej kandydatów proponowanych przez Lewicę, w tym m.in. wiceministra Gajewskiego. Powodem miała być kampania przed wyborami samorządowymi. – To plan większej gry. ZUS to ponad 40 oddziałów w terenie, a wraz z inspektoratami grubo ponad 100 jednostek rozsianych po całej Polsce, takich jak np. Jawor czy Dębica. Prezes ma prawo w każdej takiej jednostce odwołać i powołać swoich kierowników, zastępców kierownika oraz księgowych. Jest to armia ludzi w terenie. Tusk nie mógł pozwolić, żeby te frukty przeszły w ręce Lewicy. Nie przed wyborami samorządowymi, w których trzeba zachęcić działaczy do wytężonej pracy, a później nagrodzić. Gdyby sam siebie pozbawił setek intratnych etatów w samorządzie, byłby to duży błąd strategiczny – mówi informator portalu.

Rozmówca Money.pl podkreśla, że gdyby Lewica miała w posiadaniu resort rodziny oraz ZUS, wówczas „w pełni zarządzałaby całą polityką społeczną kraju". – Dlatego podział między koalicjantami w tym względzie musiał jakiś nastąpić. Donald nie mógł powiedzieć "pas" i oddać wszystkiego Czarzastemu – mówi rozmówca portalu.

Czytaj też:
„To nie wyjście do piekarni". Minister pracy o wyborze nowego prezesa ZUS
Czytaj też:
Waloryzacja emerytur coraz bliżej. Policzono, ile zyskają Tusk i Kaczyński