Z rynku może zniknąć co trzecia restauracja. Ponure perspektywy dla gastronomii

Z rynku może zniknąć co trzecia restauracja. Ponure perspektywy dla gastronomii

Restauracja
Restauracja Źródło: Pixabay
Jeśli jednym z symboli pandemii były zamknięte dla klientów lokale gastronomiczne, to mamy powrót tego symbolu. Z tą różnicą, że wtedy restauracje i bary mogły sprzedawać na wynos. Przy dzisiejszych wysokich kosztach prowadzenia działalności, nawet to jest dziś dla wielu nieopłacalne.

– Jeżeli koszty wzrosną, a to bardzo prawdopodobne, z rynku może zniknąć nawet co trzecia restauracja – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Z trudną sytuacją mierzą się restauratorzy nie tylko w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Wzrost cen surowców, ogromna inflacja i gigantyczne rachunki za prąd i energię odbijają się na gastronomii równie mocno niż pandemia. Wprawdzie dziś nie ma ograniczeń w chodzeniu do lokali, ale coraz więcej osób uznaje, że to zbyt duże obciążenie dla domowego budżetu i rezygnują z jedzenia na mieście.

Oszczędzamy, ale restauratorzy mogą tego nie przetrwać

Odmawianie sobie tego rodzaju przyjemności jest dobrym sposobem na podreperowanie rodzinnych finansów, ale wiąże się z ogromnym zagrożeniem dla gospodarki. Jeśli przestaniemy chodzić do restauracji i będziemy je traktować jako luksus na specjalne okazje, to za kilkanaście miesięcy na głównych placach miast będą straszyły puste lokale do wynajęcia.

Z danych wywiadowni Dun & Bradstreet przygotowanych dla „Rzeczpospolitej” wynika, że w 2022 r. gwałtownie wzrosła liczba zawieszanych działalności gastronomicznych. – To blisko 6,5 tys. punktów, co w porównaniu z końcem 2021 r. stanowi blisko 260-proc. wzrost – mówi Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet. – Blisko 2/3 branży gastronomicznej jest w słabej kondycji finansowej. Jednocześnie aż 56 proc. badanych restauracji jest w kondycji raczej słabej i 12 proc. w bardzo złej – dodał.

W najlepszej sytuacji są pizzerie i burgerownie, w których rachunki są stosunkowo najniższe. Znacznie gorzej radzą sobie restauracje, w których za jedną osobę trzeba liczyć co najmniej 70-80 zł. Wyjście trzyosobowej rodziny na obiad to koszt blisko 300 zł – za dużo dla niejednej rodziny. W trudnych dla rynku czasach lepiej też działać w sieci niż prowadzić niewielki lokal na kilka stolików.

W najtrudniejszej sytuacji są małe lokale

– Sieci często są w stanie zadowolić się niższymi marżami funkcjonowania niektórych lokali w okresie przejściowym w celu utrzymania danego lokalu w okresie największego kryzysu. Są też w stanie częściowo wspomagać funkcjonowanie lokalu, który w okresie przejściowym jest nierentowny, jednakże ma potencjał i wiadomo, że w dłuższym okresie warto go ocalić – wyjaśnił w rozmowie z „Rz” Paweł Kowalewski, prezes spółki Mex Polska, która prowadzi 43 lokale pod takimi szyldami jak Pijalnia Wódki i Piwa, The Mexican, Prosty Temat, Chicas & Gorillas i PanKejk.

Dodał, że sieci w okresie kryzysu często są w stanie pozyskiwać nowe lokalizacje, które pojawiają się w wyniku kryzysu na rynku, ponieważ mają zaplecze finansowe, które to umożliwia.

– Prowadzę duże lokale, jakoś więc będziemy sobie radzić, ale w przypadku małych lokali to jest poważna kalkulacja, która np. w sezonie zimowym nie ma szans na powodzenie – powiedział Ireneusz Wisowaty, właściciel dwóch lokali w Koszalinie.

Pensja minimalna dwukrotnie pójdzie w górę

Eksperci zwracają uwagę także na to, że gastronomia będzie mocno dotknięta wzrostem płacy minimalnej od stycznia 2023. Tutaj nastąpi skokowy wzrost, który już teraz należy uwzględnić w budżecie.

Od 1 stycznia br. pensje minimalne wzrosły do 3490 zł (2700 zł netto). To o 480 zł więcej niż w roku poprzednim. Minimalna stawka godzinowa wzrosła z kolei z początkiem roku do 22,80 zł. Od 1 lipca 2023 roku minimalne wynagrodzenie wzrośnie do 3.600 zł (około 2800 zł netto). To pierwszy raz w historii, kiedy minimalne wynagrodzenie wzrasta aż dwukrotnie.Dwukrotna podwyżka wynika z przepisów ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, według których jeśli prognozowany na następny rok wskaźnik cen wynosi co najmniej 105 proc. (inflacja na poziomie 5 proc.), ustala się dwa terminy zmiany wysokości płacy minimalnej.

Czytaj też:
Restauracje w Amsterdamie wprowadzają „opłatę energetyczną”
Czytaj też:
Drożyzna rujnuje restauracje. W hotelach nieco lepiej, ale też nerwowo