Koreański król kryptowalut skazany. Kara śmiesznie niska

Koreański król kryptowalut skazany. Kara śmiesznie niska

Do Kwon
Do Kwon Źródło:PAP
Do Kwon, nazywany koreańskim królem kryptowalut, został skazany za fałszowanie dokumentów i narażenie przedsiębiorców na straty. Wyrok jest śmiesznie niski – zaledwie 4 miesiące więzienia.

Sąd w Czarnogórze uznał Do Kwona, odpowiedzialnego za upadek tokenów terraUSD i Luna o wartości 40 miliardów dolarów, za winnego fałszowania oficjalnych dokumentów. Wyrok, który zapadł w tej sprawie, wydaje się absurdalnie niski. Koreański król kryptowalut ma spędzić w więzieniu zaledwie cztery miesiące.

Do Kwon aresztowany

Do Kwon został aresztowany w marcu. Biuro śledcze organizacji w Seulu zaznaczyło, że tożsamość poszukiwanego potwierdzono za pomocą odcisków palców – nie ma więc mowy o pomyłce. Wcześniej o ujęciu podejrzanego w stołecznej Podgoricy informował zaś w mediach społecznościowych Filip Adžić, minister spraw wewnętrznych Czarnogóry.

„[Do Kwon] został aresztowany na lotnisku, z fałszywymi dokumentami w ręku. Jest poszukiwany w wielu krajach, w tym w Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej i Singapurze” – napisał Adžić.

Krótki wyrok, jaki zapadł w Czarnogórze, to jednak nie koniec problemów Koreańczyka. Wciąż jest on ścigany przez amerykański i koreański wymiar sprawiedliwości. Jego ujęcie może być jednak trudne, bo Czarnogóra nie ma umów ekstradycyjnych z tmi krajami.

Do Kwon – uciekinier stojący za aferą Terraform Labs

Jak pisaliśmy we Wprost.pl, jeszcze w maju 2022 roku kryptowalutowe projekty Luna i TerraUSD uważane były za jedne z najbardziej obiecujących projektów na rynku cyfrowych walut. Niedługo potem jednak nastąpił krach na sumę 42 mld dolarów, za który obwinia się twórcę obu systemów – Do Kwona.

Do Kwon był poszukiwany od września 2022 roku. Najpierw nakaz aresztowania wydała koreańska policja a niedługo potem do sprawy włączył się Interpol, obejmując Koreańczyka tzw. czerwoną notą.

Podejrzany zachowywał się zaś dość dziwnie. W mediach społecznościowych pisał, iż jest niewinny i chętnie będzie współpracować z organami ścigania. Dodawał też, że „wcale nie jest uciekinierem i nie ma nic do ukrycia”. Jednocześnie nie chciał podać miejsca, w którym obecnie przebywa i… uciekał.