Nie stać nas na odpady. Czas nauczyć się odzyskiwać zasoby
Artykuł sponsorowany

Nie stać nas na odpady. Czas nauczyć się odzyskiwać zasoby

Radek Zawadzki, Fundacja Veolia
Radek Zawadzki, Fundacja Veolia Źródło: Materiały prasowe / Fundacja Veolia
Jeszcze kilka lat temu gospodarka obiegu zamkniętego kojarzyła się głównie z recyklingiem i ograniczaniem odpadów. Dziś to zdecydowanie za mało, by sprostać wyzwaniom rynku i regulacji.

W świecie rosnących cen surowców, niestabilnych łańcuchów dostaw i coraz większej presji regulacyjnej odpady przestają być wyłącznie problemem do zagospodarowania. Coraz częściej stają się zasobem strategicznym – lokalnym źródłem materiałów, energii i przewagi konkurencyjnej.

Model linearny, oparty na schemacie „wydobyć, wyprodukować, zużyć i wyrzucić”, traci gospodarcze uzasadnienie. Im trudniej dostępne i droższe stają się surowce pierwotne, tym większą wartość zyskuje to, co już znajduje się w obiegu: odpady przemysłowe, osady ściekowe, odpady biodegradowalne, ciepło odpadowe czy woda wykorzystywana w procesach technologicznych. W tym sensie gospodarka obiegu zamkniętego nie jest dodatkiem do strategii ESG, ale jednym z warunków odporności biznesu i bezpieczeństwa surowcowego.

Na ten aspekt zwraca uwagę Krzysztof Zamasz, dyrektor handlowy i wiceprezes zarządu Grupy Veolia w Polsce.

– W dobie wyczerpujących się zasobów naturalnych i postępującej urbanizacji gospodarka o obiegu zamkniętym stanowi kluczowy kierunek zrównoważonego rozwoju świata – podkreśla.

Cyrkularność oznacza więc znacznie więcej niż lepsze gospodarowanie odpadami. To zmiana sposobu projektowania procesów: od ograniczania zużycia zasobów pierwotnych, przez ponowne wykorzystywanie materiałów, energii i wody, po tworzenie modeli, w których odpad staje się początkiem kolejnego obiegu. Kluczowe pytanie nie brzmi już tylko: „co zrobić z odpadem?”, ale: „jaką wartość można z niego odzyskać?”.

To przesunięcie ma znaczenie strategiczne. W gospodarce linearnej odpad pojawia się na końcu procesu. W gospodarce cyrkularnej staje się elementem planowania produkcji, logistyki, energetyki i współpracy między firmami. To, co dla jednego przedsiębiorstwa jest kosztem, dla innego może być wartościowym materiałem wyjściowym. Dzięki temu odpady zaczynają pełnić funkcję podobną do klasycznych surowców – są dostępne lokalnie, mogą ograniczać zależność od importu i pozwalają zatrzymać większą część wartości w krajowej gospodarce.

Szczególnie dobrze widać to w podejściu waste-to-product, czyli przekształcaniu odpadów przemysłowych w surowce wtórne. Dla firm oznacza to mniejszą zależność od wahań cen surowców, niższe koszty składowania i transportu, lepsze przygotowanie do wymogów środowiskowych oraz silniejszą pozycję w raportowaniu ESG. W praktyce odpad przestaje być końcem procesu, a staje się zasobem, który może pracować ponownie.

– Różnica między zarządzaniem skutkami a realnym napędzaniem cyrkularności zależy od tego, w którym momencie wchodzimy w łańcuch wartości. Gospodarka o obiegu zamkniętym zaczyna się dopiero tam, gdzie można wykazać realne ograniczenie presji na zasoby, a nie tylko lepsze zagospodarowanie skutków konsumpcji – wskazuje Krzysztof Zamasz.

Ten sposób myślenia wykracza poza klasyczny recykling. Gospodarka obiegu zamkniętego obejmuje dziś także energię, ciepło i wodę. Transformacja energetyczna w Polsce często opisywana jest przez pryzmat wielkich inwestycji: farm wiatrowych, sieci przesyłowych czy energetyki jądrowej. Tymczasem równie ważne są technologie rozproszone, wdrażane blisko miast, przemysłu i lokalnych społeczności: wysokosprawna kogeneracja, geotermia, energia z odpadów, biometan, biomasa czy odzysk ciepła z procesów przemysłowych i ścieków.

Przewagą podanych technologii jest ich lokalny charakter. Miasto, zakład przemysłowy czy system ciepłowniczy nie musi być wyłącznie odbiorcą energii i surowców sprowadzanych z zewnątrz. Może odzyskiwać część wartości z zasobów, które już są w obiegu. Odpady biodegradowalne, osady ściekowe czy pozostałości z sektora rolno-spożywczego mogą być źródłem biometanu. Ciepło odpadowe może zasilać lokalne systemy ciepłownicze. Odpady przemysłowe mogą wracać do produkcji jako surowce wtórne.

Według danych Polskiej Organizacji Biometanu teoretyczny potencjał produkcji biometanu w Polsce może sięgać do 16 mld m³ rocznie, a realistyczny – bez upraw celowych – ok. 9 mld m³ rocznie. Dla porównania Polska zużywa średnio ok. 20 mld m3 gazu ziemnego rocznie. To pokazuje, że odpady organiczne i osady ściekowe nie muszą być wyłącznie problemem środowiskowym. Mogą stać się elementem lokalnego bezpieczeństwa energetycznego.

Warunek jest jeden: nie można mylić narracji o cyrkularności z jej realnym efektem. Coraz więcej firm deklaruje działania związane z gospodarką obiegu zamkniętego, ale część wdrożeń nadal ogranicza się do optymalizacji obecnego modelu liniowego. Dlatego kluczowe są twarde wskaźniki: ile surowca pierwotnego zastąpiono wtórnym, ile energii odzyskano lokalnie, ile wody pozostało w obiegu i o ile ograniczono emisje CO₂ lub metanu.

– Branża energetyczna powinna być dziś nie tylko dostawcą energii, ale także partnerem technologicznym dla przemysłu, samorządów i regulatorów. Mamy zasoby, kompetencje i doświadczenie, które mogą sprawić, że transformacja będzie realnie działać – zarówno na rzecz środowiska, jak i konkurencyjności polskiej energetyki – mówi Krzysztof Zamasz.

Gospodarka obiegu zamkniętego przestaje więc być wyłącznie polityką środowiskową. Staje się nową infrastrukturą gospodarki zasobowej, w której odpady pełnią funkcję strategiczną: zastępują część surowców pierwotnych, wzmacniają lokalną niezależność, ograniczają koszty i pomagają firmom przygotować się na bardziej wymagające regulacje. Przewaga konkurencyjna będzie coraz częściej zależeć nie tylko od tego, ile firma produkuje, ale także od tego, ile potrafi odzyskać i ponownie wprowadzić do obiegu.