Trzeba było czytać…

Trzeba było czytać…

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na początku roku opisywaliśmy w tygodniku „Wprost” ludzkie dramaty i skandale wokół polisolokat.

Jak w kilka miesięcy zabrać klientom wszystkie oszczędności życia? Zamknąć je na specjalnej lokacie i powiedzieć: „Trzeba było czytać, co się podpisuje”. – Jednej z naszej klientek parę lat temu w Afganistanie zginął syn. Dostała kilkaset tysięcy złotych zadośćuczynienia od rządu. Z pieniędzmi poszła do banku. Zdecydowała się na duży program oszczędnościowy. Część środków poszła na zwykłe lokaty, a 40 tys. zł jako wkład początkowy trafiło na polisolokatę. Później miesięcznie wpłacała na nią 1,5 tys. zł, aż uzbierało się 80 tys. zł. Odkładać dalej nie mogła, bo u jej męża zdiagnozowano raka. Była zdana wyłącznie na siebie. Zdesperowana chciała w tym roku wyciągnąć odłożone pieniądze, ale zamiast 80 tys. zł bank oddał jej zaledwie jedną czwartą tej kwoty – opowiada historię 54-latki radca prawny Dorota Kobylecka z warszawskiej kancelarii prawnej LWB.

Więcej możesz przeczytać w 24/2014 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także