Cenowe status quo w mieszkaniówce

Cenowe status quo w mieszkaniówce

Stabilizacja to w tym roku drugie imię cen mieszkań w Polsce. Średnie stawki od pięciu kwartałów są stabilne i dopiero przełom roku może przynieść jakieś zmiany w tej dziedzinie.

Indeks Cen Transakcyjnych, liczony na podstawie transakcji dokonywanych przez klientów Home Brokera i Open Finance w największych polskich miastach, wzrósł we wrześniu o 0,17 proc. Wskaźnik, liczony nieprzerwanie od początku 2008 r., osiągnął poziom 817,67 pkt, czyli nieznacznie wyższy niż na koniec września ubiegłego roku. To już szesnasty miesiąc stabilizacji notowań indeksu, który w tym czasie praktycznie nie opuszczał przedziału 800-820 pkt. W skali roku ceny najbardziej zmieniły się w Bielsku-Białej (+10,8 proc.) i Zielonej Górze (+20,1 proc.) – trzeba jednak pamiętać, że te miasta są relatywnie niedużymi rynkami i kilka sprzedanych mieszkań może wpłynąć na średnią, więc do tych akurat liczb nie powinno się przywiązywać większej uwagi. Z miast odpowiednio dużych największy wzrost odnotowaliśmy w Bydgoszczy (+9,8 proc.) i Łodzi (+4,2 proc.). Z kolei najbardziej w dół ceny mieszkań poszły w Lublinie (-3,8 proc.), Gdańsku (-2,8 proc.) i Olsztynie (-2,4 proc.).

STOLICA WCIĄŻ W CENIE

Nie zmienia się to, że mieszkania najdroższe są w Warszawie. Z danych Open Finance i Home Brokera wynika, że przeciętna cena kupowanej w stolicy nieruchomości to obecnie 343,2 tys. zł, a jeden metr kwadratowy kosztuje 7305 zł, podczas gdy w poprzednim notowaniu indeksu było to 7360 zł. Drugim miastem z najwyższymi cenami jest Kraków, gdzie za metr kwadratowy mieszkania trzeba przeciętnie zapłacić 6129 zł. W Gdyni, Poznaniu i we Wrocławiu ceny znajdują się w przedziale 5-5,5 tys. zł za metr kwadratowy. W czterech badanych miastach średnie ceny są niższe niż 4 tys. zł. Są to: Bielsko-Biała, Katowice, Łódź i Zielona Góra. W Bielsku-Białej przeciętne mieszkanie to wydatek poniżej 140 tys. zł, zaledwie 40 proc. przeciętnej ceny mieszkania w Warszawie.

CO DALEJ Z CENAMI MIESZKAŃ?

Według nas stabilizacja cen transakcyjnych na rynku mieszkaniowym powinna trwać jeszcze przez kilka miesięcy, ale już na początku przyszłego roku do głosu mogą dojść czynniki przemawiające za wzrostem cen. Z jednej strony będzie to zwiększone zainteresowanie klientów mieszkaniami w ostatnim kwartale spowodowane zmianą zasad udzielania kredytów hipotecznych – od początku stycznia, by ubiegać się o kredyt, trzeba będzie mieć 10-proc. wkład własny, obecnie jest to wartość o połowę mniejsza. Dodatkowo za wzrostem cen przemawiają nowe limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych, które w niektórych miastach zostały ostatnio podniesione (np. w Warszawie o ponad 7 proc., do 6583,14 zł). Na zainteresowanie rynkiem nieruchomości powinna też wpłynąć październikowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej, bo niższe stopy procentowe to z jednej strony większa dostępność kredytów mieszkaniowych, a z drugiej mniej atrakcyjne oprocentowanie bankowych lokat, co przekłada się na przenoszenie przez niektórych inwestorów środków na rynek nieruchomości.

Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że czynniki działające w drugą stronę, czyli ciągnące ceny w dół, też mają swoją siłę i w efekcie wzrost cen raczej będzie miał charakter krótkoterminowy. Mamy tu bowiem coraz większą aktywność deweloperów, która zwiększa podaż oraz nie do końca pewną sytuację gospodarczą. W tym kontekście trudno oczekiwać trwałych wzrostów cen, nawet mimo historycznie najniższych stóp procentowych.

Autor jest analitykiem Home Brokera

Okładka tygodnika WPROST: 45/2014
Więcej możesz przeczytać w 45/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • salana IP
    W Warszawie ceny już spadają. Nie ma chętnych, ludzie nie mają kasy. Kilkoro moich znajomych od wielu miesięcy sprzedaje mieszkania dwupokojowe i kawalerki w dobrych punktach komunikacyjnych i nic. Jeden kolega znacznie obniżył cenę za kawalerkę poniżej ceny po której zakupił (kupił za 175 tys.) - i dalej nic. A musi sprzedać, bo ma kredytowy nóż na gardle. Bieda w kraju, bieda. Dziękujemy Ci Platformo...