Kołtun to europejska norma

Kołtun to europejska norma

Islamofobia, homofobia, ksenofobia. Choć Polska nie jest ideałem tolerancji, w innych krajach Europy nie jest wcale lepiej. Obok polskich zaściankowców mieszkają holenderscy rasiści, francuskie homofoby i niemieccy mordercy muzułmanów.

Nigdy nie zapomnę tego letniego popołudnia w Maastricht, holenderskim mieście, gdzie powołano do życia Unię Europejską. Siedząc na ławce z nobliwą parą Holendrów, obserwowaliśmy muzułmańską rodzinę po drugiej stronie rzeki: postawny Arab krzyczał na pulchną kobietę w hidżabie i trójkę małych dzieci, wymachując rękami. O coś się kłócili. – Te skurwysyny dawno zawłaszczyły nasz kraj – usłyszałem nagle z prawej strony ławki. Podbródek starszej pani obok trząsł się z odrazy. Jej towarzysz mrugnął oczami i wycedził: – Wszędzie obcy i ta islamska zaraza, co oni zrobili z tym krajem? – dodał. Muzułmanie to niejedyna grupa, której nie lubiło miłe małżeństwo. Okazało się, że nie lubią też Polaków. Nie wszystkich. Tylko tych, którzy zabierają ich rodakom pracę.

STRACHY Z IMPORTU

Przypominam sobie tę scenę, ilekroć słyszę narzekania, że europejskim krajem, który najbardziej powinien się wstydzić za kołtuństwo i zaściankowość, jest Polska. Wstydzić się rzecz jasna powinniśmy. Na przykład tego, co zrobiła na warszawskiej Ochocie 29-latka w ciemnych okularach: w lipcu policja aresztowała kobietę, która rozrzuciła w meczecie ścięte łby świń. Czyli zwierząt, które islam uznaje za stworzone przez diabła. Polscy muzułmanie, przywykli dotychczas do otrzymywania w prezencie od Polaków kopert z plastrami boczku, byli zszokowani. – To niesamowite, w Polsce mamy islamofobię bez muzułmanów – szumiało w mediach. Rzeczywiście, w Polsce wyznawców islamu jest co najwyżej 25 tys., czyli mniej niż 0,1 proc. ludności. Prawie żaden Polak nie zetknął się z mieszkającym w kraju muzułmaninem osobiście. Skąd zatem niechęć? Winowajcą jest globalizacja. Świadomość Europejczyków w XXI w. to naczynia połączone: wszyscy karmimy umysły obrazami z jednej medialnej misy. TVN w mgnieniu oka przerzuca Polakowi informacje z BBC i CNN, dlatego siłą rzeczy stereotypy na temat mniejszości etnicznych czy obyczajowych będą podobne w wielu krajach Zachodu. Szczególnie, jeśli danych mniejszości nie znamy z doświadczenia. Zapełniamy lukę w poznaniu obrazami z innych krajów.

Efekt? Przeprowadzone na 1 tys. osób w czerwcu tego roku badania IPSOS dla Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) na temat postaw wobec cudzoziemców w Polsce pokazują, że tylko około jedna piąta Polaków miała kontakt z cudzoziemcami (najczęściej: Ukraińcy i Niemcy) w ciągu ostatniego roku. 75 proc. Polaków uznawało Arabów za odległych kulturowo, a poczucie to wzmacniało się, gdy dana osoba znała Arabów osobiście. Mniej więcej tyle samo osób nie zaakceptowałoby ich jako członków rodziny. Co więcej, ponad połowa Polaków postrzegała Arabów jako potencjalnie zagrażających bezpieczeństwu Polski. Afrykanów za to ocenialiśmy jako odległych kulturowo, ale nie widzieliśmy w nich zagrożenia. Podobnie z Wietnamczykami.

KTO TU JEST KSENOFOBEM

Raport nie stawia Polaków w najgorszym świetle. Boimy się jednak muzułmanów. Choć z danych Europejskiego Urzędu Policji (Europol) wynika, że na 152 ataki terrorystyczne w Europie w 2013 r. tylko dwa były motywowane religijnie, to często łączymy islam z terroryzmem. Strach ma oczywiście wielkie oczy. Ale te oczy są jeszcze większe na zachodzie Europy.

Przykład: w Europie muzułmanów jest tylko 6 proc., lecz z badań instytutu Ipsos Mori wynika, że Europejczycy wyolbrzymiają ich liczebność. Francuzom wydaje się, że muzułmanów jest w kraju 31 proc., podczas gdy jest ich cztery razy mniej. W Wielkiej Brytanii czy Niemczech podobnie – zwykłemu człowiekowi wydaje się, że liczba muzułmanów w jego kraju jest co najmniej kilka razy większa niż w rzeczywistości. Europejczycy są więc bezwstydnymi ignorantami i nie wiedzą nawet, jaki jest skład populacyjny ich krajów. Nie mówiąc już o nastrojach ksenofobicznych, do których przyznają się jawnie i które wciągają na sztandar różnych organizacji. Badania regularnie publikowane przez niemiecką Fundację Bertelsmanna pokazują, że mniej więcej co drugi mieszkaniec Europy Zachodniej uważa islam za zagrożenie dla Zachodu. Przykładowo, w tegorocznej edycji badania 57 proc. Niemców niemuzułmanów uznało islam za „groźny” lub „bardzo groźny”. W Niemczech działa też od dekad neonazistowska partia NPD, używająca języka nienawiści wobec migrantów, a w zeszłym roku powstała Pegida – organizacja prowadząca protesty przeciw islamizacji. Inne tego typu zrzeszenia, jak na przykład partyjka Freiheit, publicznie porównują Koran do „Mein Kampf” Hitlera. To właśnie w Niemczech aresztowano dwa lata temu trójkę neonazistów metodycznie mordującą muzułmanów.

Ksenofobia dawno weszła już do mainstreamu także w uchodzących za tolerancyjne Francji czy Holandii. W obu tych krajach działają partie mające ją w tezach programowych. Podczas gdy w Polsce prawa strona sceny politycznej wydaje się zmierzać – przynajmniej ostatnio – w stronę umiarkowanego konserwatyzmu w duchu brytyjskich torysów, u naszych zachodnich sąsiadów prawa ściana to partie radykalnie ksenofobiczne z kilkunastoprocentowym poparciem. W Holandii to partia PVV, której przewodzi radykał Geert Wilders, a we Francji Front Narodowy. Liderkę Frontu o faszyzm publicznie oskarżała nawet piosenkarka Madonna. – Francja straciła sympatię dla różnorodności i nie ceni już wolności tak jak kiedyś – mówiła piosenkarka po tegorocznym koncercie w Paryżu. – W Europie można się dziś poczuć prawie jak w nazistowskich Niemczech, a poziom nietolerancji jest przerażający.

UTWARDZANIE KOŁTUNA

Czy ktoś o tym słyszał w Polsce? Takie wieści uciekają uwadze polskich mediów. Znacznie bardziej wolimy patrzeć na siebie jak na kołtunów Europy niż jak na spokojny kraj na półperyferiach demograficznej i religijnej globalizacji, w którym pod względem tolerancji nie jest ani świetnie, ani tragicznie. W porównaniu z Zachodem jest średnio. Autorzy zeszłorocznego raportu RAND Corporation „Nietolerancja w Europie Zachodniej” przebadali i porównali przejawy nietolerancji obyczajowej, religijnej i etnicznej w 15 krajach UE w latach 1981- 2008. W większości badanych krajów nietolerancja w tym czasie wzrosła – przynajmniej w stosunku do niektórych grup etnicznych czy społecznych. Choć w części krajów spadł poziom antysemityzymu oraz nietolerancji wobec homoseksualistów, to jednak szacunkowa liczba Europejczyków nietolerancyjnych wobec homoseksualistów jest w dalszym ciągu większa niż liczba osób negatywnie nastawiona do muzułmanów czy Romów. W Polsce społeczna akceptacja dla homoseksualizmu jest według badań Pew Research Center z 2013 r. jeszcze niższa – należy do najniższych w UE. Polacy są tu bardzo podzieleni (42 proc. jest za, 46 proc. przeciw). W tym względzie różnimy się od Europy Zachodniej i bardziej przypominamy USA, gdzie poglądy konserwatywne przeplatają się z bardziej liberalnymi.

OD KOŁTUNA DO JAGIELLONA

Nastroje radykalne i nietolerancja rosną niestety w całej Europie. To dobrze, że Polacy w zgodzie z biblijną maksymą widzą belkę w swoim własnym oku. Popełniają jednak błąd, okłamując się, że w cudzym oku jest tylko drzazga. W całej Europie powstają skrajne organizacje promujące kulturowy izolacjonizm i reakcjonizm. Gdy czasy są niespokojne, najwyraźniej tożsamość europejska staje się twarda i bardziej zasklepiona. Polska, znajdując się w medialnym systemie naczyń połączonych, uczestniczy więc w procesie trawiącym całą cywilizację zachodnią. Ale nie wypada wcale najgorzej. Zamiast ciągle narzekać na nieokrzesanego polskiego kołtuna, lepiej zdajmy sobie sprawę, że obok polskich zaściankowców mieszkają holenderscy rasiści, francuskie homofoby i niemieccy mordercy muzułmanów.

Nie wiadomo co prawda, jak tolerancyjnym krajem będzie Polska za te kilkadziesiąt lat, gdy wreszcie staniemy się celem migracji dla rzeszy imigrantów zarobkowych. Myśląc o Polsce przyszłości, lepiej jednak porzucić popularne wśród części elit upupienie naszego kraju jako kołtuna Europy. Zamiast tego można by nawiązać do znakomitej tradycji czasu Jagiellonów. Epoka Jagiellonów, której nadejście w Polsce wieszczył niedawno brytyjski „Economist”, to czas, w którym polska tolerancja kwitła, a we współżycie społeczne było wpisane zostawienie różnym grupom pola do działania przy zachowaniu ich odrębności i prawa do własnych przekonań. Być może warto pójść tą drogą? �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0