Jeśli widziałeś na ulicach dzieła sztuki znanych malarzy na t-shirtach, to jest dużo prawdopodobieństwo, że były to ubrania właśnie tej marki. Jeśli spotkałeś ubrania, na których pojawiły się fragmenty wierszy Wisławy Szymborskiej, to zapewne też chodziło o ten polski brand. Być może w dużych polskich miastach spotkałeś się też z nietypowymi muralami przedstawiającymi dzieła artystów. Jeśli tak, to widziałeś inicjatywę podjętą przez polską markę fashion – Medicine.
Jednym z najbardziej charakterystycznych kierunków Medicine są projekty łączące modę z literaturą, sztuką czy instytucjami kultury.
Sztuka wychodzi na ulice
– To, co łączy wszystkie nasze projekty, to fakt, że Medicine traktuje modę jako kolejny nośnik sztuki, a dzięki niej ta sztuka „wychodzi na ulice”, nie jest obecna tylko w muzeach – opowiada Karolina Tomczyk. – Marka Medicine działa trochę jak kurator – wybiera artystów, konteksty i historie, a następnie przekłada je na język współczesnej mody.
Ewelina Bajołek-Stępień podkreśla, że zamiast tworzyć kolejną „ładną kolekcję”, firma chciała budować coś, co będzie inspirować, zaciekawiać, czasem nawet prowokować do refleksji, a nawet edukować. – Sztuka daje nam do tego ogromne pole – od malarstwa, przez literaturę, po street art czy sztukę tatuażu – zauważa.
I dodaje: – Ludzie dziś nie szukają już tylko produktów – szukają znaczeń, historii, autentyczności. Chcą mieć poczucie, że to, co noszą, coś o nich mówi. I właśnie sztuka bardzo naturalnie odpowiada na tę potrzebę, bo jest językiem emocji.
Przykładem współprac między artystami a marką jest np. ostatnia kolekcja stworzona z Iloną Tambor, czy też współpraca z Fundacją Wisławy Szymborskiej, gdzie fragmenty poezji i kolaże noblistki zostały przeniesione na ubrania.
Bank grafik dla każdego artysty
Jedną zaś z najbardziej znanych kolekcji marki jest Eviwalarte, nazywana czasem kolekcją edukacyjną, bo ma przybliżać artystów i powszechnie znane dzieła. Jest też kolekcja graficzna (Grafika Polska), która powstaje na bazie współprac z artystami zgłaszającymi się do firmy poprzez tzw. bank grafik.
Ważnym przykładem działalności firmy są też współprace z instytucjami muzealnymi i reinterpretacja klasyki sztuki. Tu ciekawym przykładem jest kolekcja inspirowana twórczością Zdzisława Beksińskiego, zrealizowana z Muzeum Historycznym w Sanoku. W tym przypadku sięgnięto po charakterystyczny, mroczny i emocjonalny język wizualny artysty. Kolekcja prowadziła odbiorcę przez różne etapy twórczości Beksińskiego, pokazując zarówno jego najbardziej znane, jak i mniej oczywiste prace.
Inny przykład to ubiegłoroczna kolekcja stworzona z Zamkiem Królewskim na Wawelu, gdzie inspiracją do powstania kolekcji stały się arrasy i insygnia. – To projekt, który nie tylko czerpie z historii, ale wręcz opowiada ją na nowo – podkreśla Ewelina Bajołek-Stępień.
Klient jest uczestnikiem opowieści
Karolina Tomczyk zauważa, że jeśli ktoś kupuje ubranie z kolekcji inspirowanej konkretnym artystą czy dziełem, to często kupuje też historię, która za tym stoi. To może być pierwsze zetknięcie z daną twórczością albo przeciwnie – coś bardzo osobistego, co już zna i z czym się identyfikuje. – To jest dla nas kluczowe, żeby odbiorca nie był tylko „klientem”, ale uczestnikiem tej opowieści. Dlatego tak dużą wagę przykładamy do tego, żeby każda kolekcja miała swój kontekst i była spójna z wartościami, które chcemy komunikować: kreatywnością, otwartością i autentycznością – mówi.
Jak w łączeniu różnych styli i dzieł sztuki udaje się marce pozostawać spójnym? Jak wygląda proces pracy z artystą, aby finalnie jego dzieło stało się częścią nowej kolekcji? Czy każdy artysta może spróbować swoich sił w banku grafik Medicine?
O tym dowiesz się z wywiadu wideo:


