Fryzjerzy na skraju przepaści. Maj będzie kluczowy dla branży

Fryzjerzy na skraju przepaści. Maj będzie kluczowy dla branży

Zakład fryzjerski
Zakład fryzjerski / Źródło: Moreconcept
6 na 10 salonów fryzjerskich ma odłożone środki finansowe jedynie na miesiąc działalności. Fryzjerzy zwracają uwagę, że jeżeli obecna sytuacja dotycząca zamknięcia placówek się utrzyma, będą musieli ograniczać etaty i pensje lub zamykać swoje zakłady.

Fryzjerzy to grupa zawodowa, którą kryzys spowodowany wybuchem pandemii COVID-19 dotknął w bardzo dużym stopniu. Od 1 kwietnia decyzją rządu wszystkie salony fryzjerskie zostały zamknięte, ale ich właściciele już wcześniej, po pierwszych doniesieniach o zwiększającej się liczbie zachorowań, decydowali się o zawieszeniu swojej działalności z obawy o bezpieczeństwo swoje oraz klientów.

– Branża beauty zapewnia w Polsce ok. 300 tysięcy miejsc pracy. Salony fryzjerskie to małe firmy, w skali kraju, ale stanowią ważny segment pracodawców. Z badania, które przeprowadzaliśmy wśród właścicieli salonów fryzjerskich wynika, że jeżeli obecny stan będzie się przedłużał, nie będą oni w stanie zapewnić środków finansowych na kontynuowanie pracy w swoim zakładzie – mówi Waldemar Kotecki, właściciel Fale Loki Koki, zleceniodawcy badania.

Od pierwszego do pierwszego

37 proc. ankietowanych posiada oszczędności na zaledwie miesiąc działalności, a 28 proc. nie posiada dodatkowych środków wcale. Rezerwy finansowe na okres dwóch miesięcy zadeklarowało 23 proc. badanych. Jedynie jeden salon na dziesięć jest w stanie przetrwać bez wsparcia finansowego trzy miesiące lub więcej. – Praktycznie od połowy marca nie zarabiam, a każdy dzień, w którym moje miejsce pracy jest zamknięte, generuje kolejne straty. Do tego muszę opłacić zatrudnionych pracowników, ponieważ bez ich wsparcia i pracy nie wyobrażam sobie dalszego funkcjonowania zakładu. Dla wielu z nas maj może okazać się miesiącem decydującym o tym, czy przetrwamy i będziemy mogli prowadzić dalej swoją działalność – mówi dyrektor artystyczny marki Artego, Wojtek Zieliński.

44 proc. właścicieli stwierdziło, że jeżeli sytuacja nie ulegnie poprawie w maju i rząd nie zdecyduje się na szybkie uruchomienie trzeciego etapu „odmrażania” gospodarki, w którym przewidziane jest otwarcie zakładów fryzjerskich i kosmetycznych, zmuszeni będą podjąć działania związane z redukcją zatrudnionego personelu. Rozważana jest obniżka pensji (24 proc.) lub ograniczenie etatów (20 proc.). Dla 15 proc. salonów przedłużająca się konieczność zawieszenia działalności na dłużej niż miesiąc, będzie oznaczać ogłoszenie upadłości.

Innym istotnym aspektem jest ograniczenie wszystkich kosztów dotyczących zakupu produktów oraz celów administracyjnych. Takie działania podjęło lub zamierza podjąć 72 proc. ankietowanych.

Branża zjednoczona

Obecna sytuacja wymaga od fryzjerów i firm, z którymi współpracują, nadzwyczajnych działań, które pomogą przetrwać ten trudny czas. Przykładem jest akcja #FryzjerzyFighterzy, która zakłada przekazanie 100 tys. farb do koloryzacji, które pozwolą na spokojniejszy powrót fryzjerów do salonów. Prowadzone są również inne działania.

– Od początku pandemii postawiliśmy sobie za cel wsparcie naszych klientów. Udostępniliśmy sprzedaż produktów i bonów online bez żadnej prowizji, a także bezpłatne szkolenia i konsultacje na temat rozwoju biznesu i bezpiecznego powrotu do pracy. Z naszych rozwiązań skorzystały tysiące właścicieli salonów, którzy m.in. w ciągu czterech tygodni sprzedali vouchery o wartości ponad 2,5 mln zł – mówi Sebastian Maśka, prezes Versum.

Fryzjerzy o tarczy antykryzysowej: krok w dobrą stronę, ale niewystarczający

Fryzjerzy uważają, że rozwiązania zaproponowane przez rząd są dobre, ale nie będą wystarczające (57 proc.). Jednocześnie dla 35 proc. ogłoszona pomoc jest rozczarowaniem. Zadowolonych jest tylko 7 proc. badanych.

– Warto zaznaczyć, że jesteśmy branżą, której przychody w związku z zaistniałą sytuacją zmalały praktycznie do zera. A jest to często dla wielu osób jedynie źródło dochodów. Im dłużej obecny stan będzie się utrzymywał, tym w coraz trudniejszej sytuacji finansowej będziemy. Jesteśmy już dzisiaj przygotowani do tego, aby otworzyć swoje miejsca pracy z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa i mamy nadzieję na szybkie decyzje rządu w tej kwestii – mówi Leszek Ligęza, właściciel salonu fryzjerskiego w Gdańsku.

Na pytanie, jakie działania ze strony administracji rządowej byłyby lub są najbardziej pomocne dla ich działalności, najwięcej osób wskazało na zwolnienie ze składek ZUS (90 proc.). Kolejne miejsce zajęły propozycje ustalenia dopłat na okres epidemii za utrzymanie zatrudnionych pracowników (59 proc.) oraz zawieszenia opłat za wynajem lokalu (55 proc.). Ankietowani fryzjerzy zwrócili również uwagę na pożyczkę rządową (21 proc.), przyspieszenie zwrotu podatków (11 proc.) oraz uruchomienie łatwo dostępnych linii kredytowych (9 proc.).

Czytaj też:
Kiedy będzie można znów pójść do fryzjera? „To nie jest priorytetowe”
Czytaj też:
Otworzyła salon fryzjerski mimo zakazu. „Nie jestem samolubna, gdy chcę wykarmić dzieci”

Opracował:
Źródło: Fale Loki Koki
 0

Czytaj także