Raport „Wprost”: Zmiany na polskim rynku pracy w dobie COVID-19

Raport „Wprost”: Zmiany na polskim rynku pracy w dobie COVID-19

Biuro
Biuro / Źródło: Pexels / energepic.com
Wystarczyło parę dni, żeby po latach rozgrzanej koniunktury rynek pracownika przestał istnieć. Nadeszły czasy cięć, zwolnień i 10-proc. bezrobocia. Ale my mamy 50 przykładów na to, że nie musi być aż tak źle.  

Jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Z zebranych przez nas danych z 16 województw wynika, że już w marcu prawie 8 tys. Polaków było zagrożonych zwolnieniami grupowymi. Liczba nowych ofert pracy spadła o jedną trzecią. Ale to dopiero pierwsza fala. Prawdziwe tsunami szykuje się w kwietniu. Nic więc dziwnego, że dzisiaj minister rozwoju Jadwiga Emilewicz może jeszcze się chwalić, że w marcu stopa bezrobocia wyniosła ok. 5 proc., czyli nawet mniej niż w lutym, kiedy mieliśmy 5,5 proc. Prawda jest taka, że w marcu nowych zgłoszeń o zwolnieniach było mniej, bo ci, którzy stracili pracę, mieli okres wypowiedzenia i nie musieli się ubiegać o status bezrobotnego. Poza tym mało kto szedł rejestrować się do urzędu pracy z uwagi na ogólnokrajową kwarantannę i zakaz wychodzenia z domu.

Według analityków z banku ING w najbliższych miesiącach stopa bezrobocia może skoczyć do 8 proc. A maksymalnie osiągnąć nawet dwucyfrowy wynik na poziomie 10 proc.

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, zapewnia, że więcej niż 10 proc. nie będzie. Ale będzie rewolucja. – Wchodziliśmy w ten kryzys mając silne fundamenty: historycznie najniższe bezrobocie i rynek pracownika – to się oczywiście zmieni – mówi.

Ekonomiści prognozują również mocny spadek tempa wzrostu płac. Blisko połowa firm przebadanych na początku kwietnia przez Polski Instytut Ekonomiczny odpowiedziała, że zamierza obciąć swoim pracownikom pensje.

Ale są też firmy, które żadnych zwolnień ani obniżek wynagrodzeń nie planują. Wręcz przeciwnie – chcą w kryzysie zatrudniać. To one znalazły się na szczycie naszej listy 50 najlepszych pracodawców w dobie epidemii koronawirusa.

Jak powstawał ranking

Skontaktowaliśmy się z ponad setką największych firm notowanych na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych. Każdej zadawaliśmy ten sam zestaw pytań.

Czy przez ostatnie trzy miesiące przeprowadzali zwolnienia grupowe, czy w najbliższych miesiącach zamierzają zwalniać, czy będą obcinać pensję, czy zabezpieczyli pracowników w związku z koronawirusem i wreszcie, ile środków przeznaczyli na walkę z epidemią.

Zgłosiliśmy się również do Glassdoor, największej na świecie firmy opiniującej pracodawców. Wprawdzie nie działa jeszcze w Polsce, ale ma zamiar wejść na nasz rynek. Zresztą już teraz bierze pod lupę największe polskie firmy i wystawia im oceny na podstawie opinii pracowników. Felix Altmann z berlińskiego biura Glassdoor: „Możecie wykorzystać nasze dane do swojego rankingu”. Sam zasugerował, żebyśmy pod uwagę wzięli właśnie największe giełdowe spółki, bo te są już w bazie amerykańskiej firmy.

Na podstawie tych pięciu kryteriów przyznawaliśmy punkty. Maksymalnie można było ich zdobyć 50. Ważny był również osobisty kontakt firmy z naszą redakcją, bo były też i takie spółki, które zdecydowały się na naszą ankietę w ogóle nie odpowiadać. Może same nie wiedziały co powiedzieć, bo ich zarządy biją się teraz z myślami, czy zwalniać, czy nie, czy obcinać pensje, czy kryzys przeczekać? Inne spółki kategorycznie odmówiły udziału w naszym zestawieniu. To między innymi markety Dino, telekom Orange, deweloper Atal, mBank czy PKP Cargo.

Mapa zwolnień

W połowie kwietnia wysłaliśmy wiadomości do wszystkich 16 wojewódzkich urzędów pracy. Pytaliśmy ich o liczbę zwolnień grupowych zgłoszonych przez pracodawców. Takie zawiadomienia mają obowiązek złożyć firmy, które zatrudniają co najmniej 20 osób. Pisemnie informują urząd, ile osób pójdzie do zwolnienia i z jakich przyczyn. Sytuacja nie wygląda dobrze.

Jak wynika z zebranych przez nas danych, w marcu 2020 r. w ramach zgłoszonych zwolnień grupowych zagrożone są miejsca pracy blisko 7757 osób. Najwięcej zostało wskazanych w wojewódzkie lubelskim (1907 osób), śląskim (1075), a także wielkopolskim (1072).

Urzędy podkreślają, że coraz więcej firm jako główną przyczynę redukcji podaje właśnie skutki COVID-19. W województwie podkarpackim pracodawcy zgłosili od początku 2020 r. zamiar rozwiązania umów o pracę w ramach zwolnień grupowych dla 1140 pracowników – w tym zwolnienia związane z koronawirusem dotyczyły ok. 60 proc. zgłoszeń.

Niewiele lepiej jest na Mazowszu. W marcu 18 pracodawców poinformowało o zamiarze grupowych redukcji zatrudnienia, zgłaszając 513 pracowników. Dla porównania w ubiegłym roku zgłoszono 124 pracowników, czyli cztery razy mniej.

Przez całą Polskę przetacza się fala zwolnień, która nie omija mocnych, wydawałoby się, firm. Kilka dni temu pisaliśmy, że meblowy gigant Black Red White zamierza zwolnić 1900 osób. Z 400 pracownikami pożegnał się już popularny producent rowerów Kross. W firmie zostało 500 osób. Od 21 kwietnia do 31 maja grupa Open Finance pozbędzie się 340 pracowników. Do redukcji szykuje się spółka górnicza Famur, producent odzieży damskiej Camaieu czy polska firma z branży turystycznej eSky. Zwalniać będzie PZL-Świdnik od śmigłowców, producent kosmetyków Inglot czy aplikacja do rezerwacji wizyt u fryzjera Booksy. I tak można by wymieniać jeszcze długo.

Według danych Krajowej Izby Gospodarczej to dopiero preludium do prawdziwego kataklizmu. Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG, mówi, że największej fali zwolnień można się spodziewać na przełomie kwietnia i maja. A nowych ofert przybywać nie będzie.

To przecież właśnie wiosną tradycyjnie pojawiają się wakaty w biznesach sezonowych. Rusza okres turystyczny więc hotele, restauracje, branża rozrywkowa powinny szukać pracowników. Tyle teoria. W praktyce te sektory są uziemione przez wirusa, więc zatrudniać nie będą.

Z danych zebranych przez nas z 16 wojewódzkich urzędów pracy już widać, że liczba nowych miejsc pracy spadła o niemal jedną trzecią. Ale są też wyjątki, którymi warto się pochwalić.

Wirus daje pracę

Kiedy wszyscy zwalniają, z brakami kadrowymi boryka się np. grupa Eurocash. Jan Domański, rzecznik prasowy spółki, pisze do nas: „Szukamy obecnie 2 tys. nowych pracowników na terenie całego kraju. Znajdą zatrudnienie w 180 hurtowniach spożywczych Cash&Carry”. Chodzi o pracę na kasie, przy wykładaniu towarów, rozładunku dostaw i obsłudze wózków widłowych”.

– Szukamy również pracowników administracji do 15 centrów dystrybucyjnych. A także do własnych sklepów, jak i placówek naszych klientów, działających w ramach sieci Delikatesy Centrum, Lewiatan, Groszek, Gama, Euro Sklep i ABC – mówi Domański.

Zatrudnienie zwiększa też Livechat. Polska spółka, która wymyśliła inteligentny komunikator do rozmowy na żywo z klientami odwiedzającymi stronę internetową danej firmy. Z rozwiązania korzysta już kilkadziesiąt tysięcy pracodawców na całym świecie, w tym tak znane marki jak McDonald’s, Pizza Hut czy Huawei.

Livechat prowadzi dzisiaj rekrutacje na 22 nowe stanowiska. Zatrudnienie znajdą specjaliści od mediów społecznościowych, programowania czy obsługi klienta.

To przede wszystkim dlatego te dwie firmy znalazły się w pierwszej dziesiątce najlepszych pracodawców według „Wprost”.

Prywaciarze w przewadze

Nie jest też tak, że najbezpieczniej dzisiaj pracować w spółkach skarbu państwa, gdzie funkcjonują silne związki zawodowe.

Spośród 50 firm z naszego rankingu, 37 to spółki prywatne. 13 to te kontrolowane przez państwo. Lista tych, które nikogo ostatnio nie zwolniły, nie zamierzają zwalniać ani obcinać pensji, jest długa. Tutaj mamy cały wachlarz branż. Farmaceutyczna, czyli Neuca. Deweloperska, czyli Echo Investment. Informatyczna, czyli Asseco. Finansowa, czyli Citi Handlowy. Jest też producent wagonów Newag, utylizator odpadów Mo-Bruk czy gamingowe 11 Bit Studios.

Na szczególna uwagę zasługuje producent odzieży LPP od takich popularnych marek, jak Reserved, House, Mohito czy Sinsay. Spółka, która zatrudnia 25 tys. Osób, nie zamierza w najbliższych trzech miesiącach przeprowadzać żadnych zwolnień grupowych. Zarząd zrzekł się pensji i zamierza pracować za symboliczną złotówkę miesięcznie. Nie będzie też dywidendy dla akcjonariuszy, bo zyski mają być przeznaczone na ochronę miejsc pracy. Mimo tych wszystkich działań, cięcia są nieuniknione.

– Podjęliśmy decyzję o zmniejszeniu wynagrodzeń pracowników centrali oraz o przejściu od kwietnia części pracowników, którzy w obecnych warunkach nie mogą wykonywać swojej pracy, na tzw. postojowe. W aktualnej sytuacji jest to jedyne rozwiązanie, które pozwala nam ograniczać skutki pandemii i jednocześnie uniknąć zwolnień. – pisze do nas LPP.

Do kieszeni pracowników zamierzają też głęboko zajrzeć deweloper Budimex, producent urządzeń pomiarowych Apator czy windykator Kruk. Budimex: „W przypadku zatrzymania produkcji budowlanej i przestojów planujemy ograniczenia w wysokości wynagrodzeń zgodne z prawem i zakładowym układem zbiorowym pracy”

Kruk: „Planujemy skorzystać z rozwiązań tarczy antykryzysowej i w elastyczny sposób dostosować jej rozwiązania do bieżących potrzeb biznesowych”.

Siekierka na pracownika

Według rządzących to właśnie tarcza antykryzysowa zatrzyma spadek zwolnień i wzrost bezrobocia. Ile w tym prawdy? Parę dni po uruchomieniu państwowego wsparcia, rząd stwierdził, że dzięki tarczy już ochronił ćwierć miliona miejsc pracy.

Najpopularniejszym rozwiązaniem jest zwolnienie ze składek ZUS od marca do czerwca. Mogą o nie aplikować osoby, które w lutym nie zarobiły więcej niż ok. 16 tys. zł. Drugi najczęściej wybierany wariant to tzw. postojowe, czyli niewiele ponad 2 tys. zł wsparcia od państwa z racji tego, że zarabia się drastycznie mniej. Ogłoszone niedawno rozszerzenie tarczy antykryzysowej zniosło limit przychodów w wysokości trzykrotności średniego wynagrodzenia, więc o 2080 zł wsparcia może ubiegać się praktycznie każdy.

Według Konfederacji Lewiatan, tarcza pomoże, ale niewiele. W koronawirusa wchodziliśmy z 900 tys. niepracujących Polaków. Tymczasem w branżach zupełnie odciętych od biznesu w czasie epidemii (gastronomia, turystyka, hotelarstwo, rozrywka) pracuje ok. 4,2 mln osób. Z tarczą czy bez tarczy ci ludzie są skazani na zwolnienia.

Tarcza nie uratuje wszystkich miejsc pracy. Przewidywania mówiące o poziomie bezrobocia na poziomie 9 – 10 proc. mogą spełnić się w okresie najbliższych miesięcy – mówi Monika Fiedorczuk z Lewiatana.

Z pomocy państwa skorzystał krajowy gigant obuwniczy CCC. Firma, korzystając z rozgrzanej koniunktury, chciała zawojować cały świat polskimi butami, niestety dzisiaj musi ciąć koszty siekierką, jak sam mówi jej właściciel Dariusz Miłek, jeden z najbogatszych Polaków.

Zgodnie z możliwościami, jakie dają nam obecne przepisy, część naszych pracowników przebywa na postojowym. Część, która pracuje zdalnie, ma obecnie obniżony etat, a co za tym idzie wynagrodzenie, o jedną piątą – pisze do nas Daria Sulgostowska z CCC.

Dzisiaj praktycznie we wszystkich polskich firmach grzeją się kalkulatory. Pracodawcy analizują: czy lepiej pracownika zostawić i skorzystać z pomocy państwa, czy jednak zwolnić albo chociaż obciąć mu pensję. Na naszą listę najlepszych pracodawców trafili ci, którzy w tak trudnym dla wszystkich okresie schowali kalkulatory do szuflad.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 0