Polacy nie chcą pracować w soboty. Wakaty widać w usługach i handlu

Polacy nie chcą pracować w soboty. Wakaty widać w usługach i handlu

Praca
Praca Źródło: Pixabay
W PRL-u wolna sobota, a więc skrócenie czasu pracy z 48 do 42 godzin tygodniowo, było traktowane jako wielkie osiągnięcie systemowe. Oczywiście system wynagradzania czy warunki życia były zupełnie inne niż w gospodarce rynkowej. Wiele osób tęskni za takim rozwiązaniem. Pracownicy, także ci pracujący w usługach czy handlu, chcą godzić życie zawodowe z życiem prywatnym. Nie chcą pracować w soboty, najczęściej ze względów rodzinnych. Aby zapełnić wakaty, headhunterzy przygotowują specjalne umowy dla pracujących tylko w weekendy.

Niewielka miejscowość położona kilkanaście kilometrów od Warszawy. W sobotni poranek nie sposób dostać się do mechanika. Nieczynne są cztery okoliczne warsztaty samochodowe. „Wulkanizacja. Diagnostyka komputerowa. Naprawa aut. Zapraszamy od poniedziałku do piątku” – głosi napis na ogrodzeniu kolejnego warsztatu. Niżej podany numer telefonu.

Pracujemy od poniedziałku do piątku. W soboty nieczynne

Właściciel już na wstępie zaznacza, że zaprasza w dni robocze. – W sobotę nikt nie chce pracować. Mam zlecenia, a nie mam chętnych do pracy — mówi pan Maciej. Twierdzi, że oferował swoim pracownikom podwójną stawkę za pracę w soboty, ale żaden z nich nie był zainteresowany.

Weekend to weekend, każdy dziś chce mieć wolne od pracy. Teraz wszyscy w sobotę chcą spędzać czas z rodziną – dodaje. Pan Maciej zaznacza, że większość jego znajomych, z branży również nie chce pracować w weekendy. Podobnie wygląda sytuacja w okolicznych miejscowościach.

Na pracę w sobotę decydują się obcokrajowcy lub właściciele

Na dziesięć kolejnych warsztatów, tylko dwa są otwarte. W jednym właściciel przyjmuje klientów, ale tylko po wcześniejszym umówieniu i na drobne przeglądy lub wymianę opon. W drugim na pracę w soboty zgodzili się dwaj pracownicy ze Wschodu. Tu także przyjmowani są tylko wcześniej umówieni klienci.

Problem ze znalezieniem pracownika na sobotę mają nie tylko właściciele warsztatów. Coraz częściej firmy z branży usług szukają chętnych do pracy tylko w weekendy. „Praca dorywcza. Tylko soboty”. „Zatrudnię. Praca w soboty”. „Szukasz pracy w weekendy?” – takie ogłoszenia widnieją na witrynach sklepowych i galeriach handlowych. Wakaty widać niemal na każdym kroku.

Za pracę w sobotę szefowie oferują specjalne stawki

Jeden pracownik pracuje zarówno na sklepie, w przebieralni jak i przy kasie. To częsty widok w wielu znanych sieciówkach w galeriach handlowych. Zdaniem kierowników sklepów pracownicy są świadomi swoich praw, nie godzą się na większą liczbę godzin pracy w tygodniu. Szefowie szukają różnych form zachęty, by namówić ich do pracy w sobotę, czasem nawet w niedzielę. Najczęściej są to znacznie wyższe stawki wynagrodzenia, ale i to nie zawsze pomaga. Nie można nikogo zmuszać ani dyskryminować - twierdzi szef jednego z salonów sprzedaży, który w ostatnią sobotę także musiał przyjść na dyżur.

Właściciel jednej z warszawskich pizzerii robi specjalny grafik na soboty i niedziele ze znacznym wyprzedzeniem. Zaznacza, że ma już zapisy do połowy maja. Chętnych znalazł dopiero wtedy, gdy oznajmił, że za każdy dzień pracy w weekend płaci podwójną stawkę i oddaje dzień wolny w tygodniu zgodnie z życzeniem pracownika.

Pytania o wolne weekendy pojawiają się niemal na każdej rozmowie rekrutacyjnej. Podobnie wygląda sytuacja w ogłoszeniach o pracy na popularnych portalach. „Wszystkie weekendy wolne” — zaznaczają przedsiębiorcy, by zdobyć pracownika.

Sytuacja pracowników jest komfortowa. Mogą pracować na własnych zasadach

Sytuacja na rynku pracy, mimo trwającego kryzysu jest dla pracowników bardzo komfortowa. Oznacza to, że chcą i mogą pracować na własnych zasadach — mówi Maja Gojtowska, konsultantka procesów HR, autorka bloga HR-owego Gojtowska.com.

– Jeśli pracodawca oczekuje od nich pracy w weekendy znajdą miejsce, gdzie będą mogli pracować od poniedziałku do piątku. A jeśli w zakładzie obowiązuje 4-brygadówka, będą szukać miejsca, gdzie pracuje się na dwie zmiany – dodaje.

Rozwiązaniem mogą być krótsze etaty lub specjalne umowy na soboty

Jej zdaniem jednym z powodów takiej sytuacji jest niski poziom bezrobocia, który cały czas oscyluje wokół 5 proc., a możliwości wykonywania innej pracy za godziwe warunki są praktycznie nieskończone. – Rozwiązaniem dla pracodawców jest otwarcie się na inne podejście do kandydata. Oczywiście najwygodniej i najlepiej jest mieć pracownika, który chce pracować w każdy dzień i w każdej godzinie, ale na obecnym rynku pracy to po prostu może być trudne — twierdzi Maja Gojtowska.

– Warto zatem pomyśleć o zatrudnianiu na krótsze etaty, albo tylko do pracy w określone dni np. w weekendy. Obecny rynek pracy wymaga od pracodawców elastyczności i to pod każdym względem. Bez niej, po prostu mogą nie mieć pracowników — zaznacza.

Czas wolny to oznaka wyższego standardu życia

W podobnym tonie wypowiada się dr Marek Szopski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z Wprost.pl. – Generalnie można stwierdzić, że czas wolny to podwyższenie jakości życia u wszystkich wykonujących pracę mniej lub bardziej najemną. Ci, którzy pracują na swoim, bądź nie traktują swojej pracy jako wyłącznie sposobu zdobywania środków na życie, będą w mniejszym stopniu zaangażowani w takie rozwiązanie, bo też mają większą kontrolę nad organizacją swojego czasu pracy i wypoczynku — twierdzi.

Niewątpliwie znaczenie ma również poziom dochodu, pozwalający na wykorzystanie czasu wolnego nie tylko na bierny odpoczynek, ale również na wykonywanie czynności rekreacyjnych, czy realizacji hobby — dodaje socjolog.

Specjalne umowy mogą być zachętą do pracy

W wielu branżach do pracy w soboty i/lub niedziele są przygotowane specjalne ogłoszenia i umowy. Tak jest w usługach kurierskich, sprzedaży internetowej, wykładaniu towaru, restauracjach, stacjach benzynowych, ochronie, a nawet przy redagowaniu i korekcie tekstów.

Pan Adam zgodził się na pracę zarówno we wszystkie soboty jak i niedziele. Pracuje osiem, czasem dziewięć dni w miesiącu na stacji benzynowej. Zarabia tyle samo, co jego koledzy pracujący na etacie. „Dla mnie to bardzo dobre rozwiązanie — mówi. – W tygodniu mam zupełnie inną pracę. A to, co zarobię na stacji benzynowej, przeznaczam na spłatę kredytu hipotecznego” — dodaje.

Czytaj też:
Była psychologiem w szpitalu psychiatrycznym. Teraz pracuje w branży IT
Czytaj też:
Najemcy w centrach handlowych nie godzą się na podwyżki czynszu. Grożą pozwami sądowymi