Drobne monety są warte fortunę. Za 50 groszy dają nawet 10 tys. zł

Drobne monety są warte fortunę. Za 50 groszy dają nawet 10 tys. zł

Portfel, zdjęcie ilustracyjne
Portfel, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / Chronomarchie
Obiegowe monety mogą być warte krocie. Na finansową fortunę liczą internauci, którzy oferują do sprzedaży aktualnie używane w obiegu pieniądze, które na co dzień trzymamy w portfelu. Za złotówkę czy nominały groszowe chcą uzyskać kilkaset złotych. Wyjątkowe okazy — zdaniem sprzedających — są wyceniane na kilkanaście tysięcy złotych.

Na jednej z internetowych aukcji pojawiła się moneta o nominale 1 grosz. Bilon pochodzi z 2000 roku. Na pierwszy rzut oka moneta niczym szczególnym nie wyróżnia się od innych groszy, jakie mamy w portfelu. Sprzedawca wycenił jednak ją na 500 zł. „Odwrotka 180 stopni” – czytamy w krótkim opisie.

Moneta jak moneta, ale ta odwrotka. Destrukt ma wpływ na cenę

To szczegół, często nazywany przez sprzedających destruktem, na który zwracają uwagę kolekcjonerzy. Monety z tzw. odwrotką lub skrętką cieszą się dużym zainteresowaniem kupujących. Odwrotka to moneta, na której orzełek jest odwrócony o równe 180 stopni względem rewersu. Z kolei skrętka, jak wskazuje nazwa, charakteryzuje się skręconym stemplem. Wzajemna orientacja rysunków rewersu i awersu nie wynosi ani 0, ani 180 stopni.

Nieco drożej, bo 800 złotych trzeba zapłacić za monetę 5 groszy. W tym przypadku destruktem jest niecentryczne bicie monety. Patrząc na rewers, można odnieść wrażenie, że stempel został przesunięty o milimetr w lewo. Jednym z najczęściej spotykanych destruktów są monety z przesuniętym rdzeniem.

Drobne szczegóły zmieniają wartość monet. Te są znacznie droższe

W tej samej cenie na aukcjach pojawiły się bilony o nominałach 10. i 20 groszy. Oprócz destruktów sprzedawcy zachwalają stan monet. „Mennicza. Stan 1” – informują w opisie. Zdaniem ekspertów stan zachowania monety to jedno z najważniejszych i najczęściej spotykanych kryteriów oceny numizmatu. Stan menniczy obejmuje wyłącznie egzemplarze, które wyglądają na fabrycznie nowe.

Takie monety cenione są najwyżej przez sprzedających, często osiągają przebicie kilkuset lub jak w przypadku groszy, nawet kilku tysięcy razy względem nominału. Kolekcjonerzy cenią sobie nie tylko nietypowość, ale również odpowiedni wiek monet.

Duże znaczenie ma rocznik oraz stan monet. Złotówki są kilkaset razy droższe

Największym zainteresowaniem cieszą się nominały z początku lat 90. ubiegłego wieku. Dość często przedmiotem licytacji, w której bierze udział wielu licytujących, są złotówki z 1990 i 1991 roku. Nowi nabywcy muszą za nie zapłacić od kilkuset do 2 tys. zł. Uznaniem kolekcjonerów cieszą się monety dwuzłotowe z 1994 roku. To pierwszy rok wybijania tej monety, która weszła do obiegu po denominacji w 1995 roku. Za mennicze 2 złote z tego rocznika trzeba zapłacić 2 tys. zł.

Podobne kwoty można uzyskać za jedną z najbardziej poszukiwanych pięciogroszówek na rynku, pod warunkiem że jest nią moneta z 1993 roku. Bilony z tego rocznika są często wyceniane nawet do 2 tys. zł, chociaż bez trudu znajdziemy znacznie tańsze egzemplarze. Zdaniem internautów wysoka cena monety bierze się z pięknej patyny.

Bez marketingu ani rusz. Sprzedawcy liczą na grading monet

Na cenę obiegowego bilonu wpływ ma także grading. Jest to określanie kategorii topnia, stanu zachowania pieniędzy. Monetę wkłada się do plastikowego pudełka, zwanego slabem. Przy ocenie monety posługuje się liczbami od 1 do 70. Im wyższa cyfra, tym lepszy stan zachowania pieniędzy. W tym przypadku moneta otrzymała numer 68.

Kilka tysięcy złotych kosztują komplety złotówek lub monet dwuzłotowych. Sprzedający zapewniają, że bilon pochodzi z ich prywatnych zbiorów. Wyprzedaż prywatnych kolekcji często oznacza, że trzeba sięgnąć znacznie głębiej do kieszeni. Komplety złotówek, okolicznościowych monet o nominałach 2 zł i 5 zł kosztują od 5 do ponad 8 tysięcy złotych.

Szczególne walory monet oznaczają wyższe ceny. „TOP POP! Jedyna na świecie”

Na jeszcze większe kwoty trzeba być przygotowanym jeśli chcemy nabyć monety o szczególnych walorach. Tak przynajmniej określają je osoby sprzedające w sieci obiegowe pieniądze. Za monetę 50 groszy z 1991 roku – grading NGC MS68 – trzeba zapłacić 10 tys. zł. „TOP POP. Jedyna na świecie” – przekonuje internauta w opisie.

Taką samą kwotę trzeba wysupłać za bilon o nominale 5 groszy z 1991 roku — w tym przypadku grading ma numer 66. Oglądając kolejne oferty, można odnieść wrażenie, że ktoś znalazł niszę na rynku lub potrafi sprzedać obiegowe pieniądze za znacznie wyższą kwotę od nominału.

„Zarobić można na wszystkim” — przekonują internauci. Najwięcej trzeba zapłacić za tzw. perełki. Jedną z nich jest 10 groszy z 1991 roku wybite na litewskim 10 centu. „Destrukt menniczy. Ciekawostka i niespotykany walor” – zaznacza sprzedawca. Gotów jest odsprzedać monetę za 25 tys. zł.

Czytaj też:
Ta polska moneta kosztuje tyle, co mieszkanie. Właśnie trafiła na aukcję
Czytaj też:
Moneta za 100 tys. zł. Polska perełka z 1653 roku

Źródło: WPROST.pl