Polska żywność ma problem, którego nie widać w rekordach eksportu
Materiał promocyjny marki PFPŻ

Polska żywność ma problem, którego nie widać w rekordach eksportu

Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny PFPŻ
Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny PFPŻ Źródło: Wprost
Rekordowy eksport nie oznacza, że polskim producentom żywności żyje się łatwiej. Rosnące koszty energii i produkcji sprawiają, że marże są coraz niższe, a branża sprzeciwia się proponowanemu przez rząd systemowi ROP. – Nie walczymy o to, żeby nie płacić. Chcemy płacić, ale nie w ten sposób – mówi Andrzej Gantner, wiceprezes i dyrektor generalny PFPŻ.

Polska żywność świetnie sprzedaje się za granicą – w zeszłym roku pobiliśmy kolejny rekord. Na ile dla polskich firm jest jeszcze przestrzeń do rozwoju eksportu?

Przestrzeń do rozwoju jest duża. Około 75 proc. całego naszego eksportu trafia na rynek Unii Europejskiej, a rynki krajów trzecich wciąż dają nam duże możliwości. W porównaniu z 2024 rokiem, kiedy dynamika wzrostu była znacznie słabsza, nadal odnotowujemy wzrost i warto o tym pamiętać. Jeżeli do Chin wysyłamy mniej niż do Czech, to widać, że potencjał jest olbrzymi. Polskie firmy cały czas prowadzą ekspansję na rynki trzecie, ale nie jest to proste. Mamy tam potężną konkurencję, a o powodzeniu w dużej mierze decyduje cena. Europejska żywność ma bardzo dobrą renomę i kojarzy się z wysokimi standardami bezpieczeństwa, ale sama renoma często nie wystarczy w starciu z konkurencją z krajów Mercosur, Chin czy Indii. Nie będziemy w stanie skutecznie konkurować, jeżeli koszty produkcji w Unii, szczególnie energii i pracy, będą dalej tak szybko rosły.

Mówimy przede wszystkim o kosztach energii. Czy są jeszcze inne czynniki, które mają znaczenie?

W ciągu ostatnich pięciu lat energia stała się jednym z największych kosztów. Mieliśmy potężne wzrosty cen zarówno energii elektrycznej, jak i gazu. Przed nami ETS2, który, miejmy nadzieję, nie wejdzie, ponieważ według wyliczeń będzie miał bardzo negatywny wpływ na naszą konkurencyjność. Obawiamy się tego, bo nawet silniejsze gospodarki, jak niemiecka, z powodu wysokich kosztów energii przeżywają recesję. Wydaje się, że to ostatni moment, żeby rząd zastanowił się, czy dalej należy wprowadzać regulacje zwiększające koszty produkcji w sektorze rolno-spożywczym. Wystąpiliśmy nawet z propozycją trzyletniego moratorium na ustawy i rozporządzenia, których skutkiem może być wzrost kosztów w przemyśle i rolnictwie.

Jak wzrost eksportu przekłada się na kondycję polskich firm? Czy rosnąca sprzedaż oznacza też niższe marże?

Marże w sektorze rolno-spożywczym są jednymi z najniższych we wszystkich sektorach gospodarki. Dla firmy spożywczej, szczególnie w sektorze mięsnym, mleczarskim czy przetwórstwa warzywnego, marże na poziomie 1–2 proc. to już jest całkiem dobrze.

To bardzo niskomarżowy biznes. Różnica rzędu dwóch groszy w kosztach czy cenie może sprawić, że zakład zacznie przynosić straty. Dlatego w branży spożywczej liczy się skala, a małym i średnim przedsiębiorcom trudno przebić się na rynki eksportowe, gdzie cena odgrywa dużą rolę. Jeżeli firma więcej sprzedaje, ale zaczyna przynosić straty, to droga donikąd. Dlatego zwracamy uwagę, że kilka groszy dodatkowych kosztów, o których mówią politycy w kontekście rozszerzonej odpowiedzialności producenta, może dla przedsiębiorstwa oznaczać różnicę między zyskiem a stratą.

12 sierpnia zaczęło obowiązywać nowe unijne prawo dotyczące opakowań, a Polska wciąż nie ma swojej ustawy wdrożeniowej. Co ta luka prawna oznacza dla firm?

Ta luka prawna oznacza na razie trudności interpretacyjne. Ministerstwo Klimatu i Środowiska powinno wprowadzić wytyczne, które pozwoliłyby firmom lepiej zrozumieć wymagania PPWR. PPWR jest bardzo skomplikowaną regulacją. Już w tej chwili widać jej pierwsze skutki – firmy mają problemy z mnóstwem biurokratycznych obowiązków i sprawozdawczością. Części aktów wykonawczych wciąż nie ma. Mamy swoistego rodzaju klincz. Z jednej strony popieramy zapisy dotyczące PPWR, bo będą pomocne dla firm. Z drugiej nie możemy się zgodzić, żeby UC100 z zapisami o ROP weszło. Rozsądny rząd podzieliłby to na części i, wiedząc, że 12 sierpnia wchodzi PPWR, zrobił wszystko, żeby przygotować przedsiębiorców. Niemcy, Francja i wiele innych krajów zaczęły ten proces już dwa lata temu. To jest wsparcie dla przedsiębiorców. Słowo „wsparcie dla przedsiębiorców” świetnie odmienia się na wszelkich wiecach wyborczych, natomiast w zwykłej, ministerialnej rzeczywistości w Ministerstwie Klimatu i Środowiska można powiedzieć, że jest to słowo nieznane.

Pana organizacja i 32 inne organizacje branżowe stwierdziły, że UC100 nie jest ROP-em w rozumieniu przepisów unijnych. Z czego to wynika?

ROP oznacza, że producenci biorą odpowiedzialność za gospodarkę swoimi odpadami opakowaniowymi. W normalnych systemach zajmują się tym organizacje ROP tworzone przez przedsiębiorców, które między innymi pomagają w ekoprojektowaniu opakowań.

U nas ma to przejąć NFOŚiGW. Trudno sobie wyobrazić, że przedsiębiorca pójdzie do urzędnika i zapyta, jak zaprojektować opakowanie, żeby można je było później poddać recyklingowi. Druga rzecz to zasada, że każdy płaci za swoje, według kosztu netto. W UC100 nie ma gwarancji, za co będziemy płacić ani jak zostaną ustalone opłaty. Dlatego nazywamy UC100 podatkiem ROP. To nie jest mechanizm wolnorynkowy, tylko urzędnicze i monopolistyczne podejście. Nie walczymy o to, żeby nie płacić. Chcemy wypełnić wymagania dyrektywy, ale nie w ten sposób. Sektor rolno-spożywczy wprowadza najwięcej opakowań, więc poniesie największe koszty, które przełożą się na ceny produktów. Bronimy również konsumentów przed nieefektywnym systemem państwowym.

To zdaje się najdroższy system w całej Unii Europejskiej?

To jest po pierwsze najdroższy, najmniej efektywny i kompletnie oderwany od zasad wolnego rynku system. Jeżeli chcemy wprowadzać gospodarkę PRL-owską w tak ważnym obszarze, jak gospodarka odpadami opakowaniowymi, to my jako sektor rolno-spożywczy mówimy wyraźnie „nie”. Nie mówimy „nie” dla ROP, tylko dla tego, co zaproponowała pani Minister Sowińska. Tym bardziej że od dwóch lat nie ma w tej sprawie żadnego dialogu.

Projekt na razie nie trafił do Sejmu. Czy pana zdaniem na etapie prac sejmowych będzie go można jeszcze poprawić?

My wyraźnie mówimy, że ten projekt nie powinien trafić do Sejmu, bo jest niepoprawialny. Chodzi o rozdziały siódmy i dziesiąty dotyczące ROP. Jeżeli centrum systemu ma stanowić NFOŚiGW, czyli państwowy, biurokratyczny urząd, nie da się tego zmienić na prywatną organizację w trakcie prac nad ustawą. Dlatego proponujemy wyłączyć te dwa rozdziały z UC100. Zostaną wtedy przepisy dotyczące PPWR, których potrzebujemy, a nad ROP można przygotować zupełnie nowy projekt ustawy, nad którym wspólnie powinny pracować wszystkie strony. Jesteśmy gotowi usiąść do stołu i rozmawiać o sensownym systemie ROP, opartym na sprawdzonych rozwiązaniach z innych krajów. Nie jest prawdą, że negujemy UC100 tylko po to, żeby nie płacić.

Podobne wątpliwości wybrzmiały w podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu

Wątpliwości dotyczące kształtu ROP były również jednym z tematów debaty podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Uczestnicy zgodzili się, że rozszerzona odpowiedzialność producenta jest potrzebna, ale zdania różniły się w ocenie proponowanego przez rząd modelu. Wątpliwości budziła przede wszystkim centralizacja systemu wokół jednego państwowego operatora. Wskazywano, że ograniczenie konkurencji między organizacjami odzysku może zmniejszyć presję na efektywność i koszty, a w konsekwencji przełożyć się na wyższe ceny opakowań i produktów.

W debacie pojawił się również problem finansowania całego systemu. Eksperci zwracali uwagę, że samorządy mogą zostać obciążone kosztami jeszcze przed uzyskaniem środków z nowego mechanizmu, co może podnieść opłaty ponoszone przez mieszkańców. Z kolei dla producentów szczególnie istotne pozostaje pytanie, czy wysokość opłat będzie rzeczywiście powiązana z kosztami zagospodarowania odpadów i efektami środowiskowymi. W przypadku sektora spożywczego, który odpowiada za znaczną część opakowań wprowadzanych na rynek, dodatkowe koszty mogą mieć bezpośrednie przełożenie na ceny produktów.

Uczestnicy debaty zwracali uwagę na obecny system, który nie jest pozbawiony problemów, ale w ciągu ostatnich dwóch dekad pozwolił znacząco zwiększyć poziom recyklingu opakowań – z około 25 proc. do ponad 60 proc. Zdaniem ekspertów, oznacza to, że zamiast budować system od podstaw, warto w pierwszej kolejności poprawić jego nadzór i uszczelnić rozwiązania, które już funkcjonują. ROP powinien być spójny z systemem kaucyjnym, ekomodulacją oraz wymaganiami wynikającymi z unijnego PPWR.

Sednem dyskusji nie była zasadność samego ROP tylko pytanie, jak zbudować system, który będzie jednocześnie skuteczny środowiskowo i możliwie efektywny kosztowo. Reforma ma sens tylko wtedy, gdy pobierane od firm środki rzeczywiście przełożą się na sprawniejszą selektywną zbiórkę i większy recykling. W przeciwnym razie może stać się przede wszystkim kolejnym źródłem kosztów, które ostatecznie poniosą przedsiębiorcy i konsumenci.