Nic nie martwi tak, jak inflacja. Wzrostu cen boimy się bardziej niż koronawirusa

Nic nie martwi tak, jak inflacja. Wzrostu cen boimy się bardziej niż koronawirusa

Pieniądze
Pieniądze / Źródło: Materiały prasowe
O czym rozmawiają Polacy, gdy spotkają się przypadkiem na ulicy? O zbliżających się mistrzostwach Europy, pogodzie i coraz wyższych cenach. Inflacja jest tak poważnym problemem, że przestała być tematem, nad którym pochylają się głównie finansiści.

„Dziennik Gazeta Prawna” i RMF FM zapytały Polaków, czego najbardziej się boją. Spośród zaproponowanych wariantów najwięcej wybrało obawę przed inflacją. Aż 58 proc. najmłodszych badanych w wieku 18–29 lat obawia się drożyzny. Takie same lęki mają też ankietowani w wieku 60–69 lat. W sumie to aż 46 proc. ankietowanych. Najstarsi badani – od 70. roku życia – boją się IV fali epidemii. Z kolei dla osób w wieku 30–39 lat – w dużej części rodziców dzieci w wieku szkolnym – obawą jest widmo ponownego zamknięcia szkół – odpowiedzieli respondenci.

Pandemia się nie skończyła

80 proc. pytanych jest zdania, że pandemia wciąż się nie skończyła. Dla 37 proc. ankietowanych bardziej niepokojące są rosnące ceny. Tylko dla 16 proc. groźniejszym jawi się widmo ponownego zamknięcia gospodarki, a dla 14,5 proc. – polityczna wojna.

Wysoka inflacja doprowadził do wzrostu oczekiwań rynku na podwyżkę stóp procentowych NBP. Realne stopy, czyli uwzględniające inflację, są w Polsce głęboko ujemne i należą do najniższych na świecie. Ich podniesienie zahamowałoby inflację i ograniczyło popyt w gospodarce: kredytobiorcy musieliby przeznaczyć więcej na spłatę rat, oszczędzanie w bankach zyskałoby na atrakcyjności – wyjaśnia „DGP”.

Decyzję o stopach na najbliższe miesiące podejmie dziś Rada Polityki Pieniężnej. Zdaniem ekonomistów nie zdecyduje się jeszcze na podniesienie kosztu pieniądza, ale dla rynku miałby znaczenie choćby sygnał, że RPP nie lekceważy szybkiego wzrostu cen.

Czym jest inflacja?

Bez wchodzenia w definicje z podręczników do ekonomii można powiedzieć, że inflacja to wzrost ogólnego poziomu cen towarów i usług w gospodarce. Jednorazowe wahnięcie cen nie jest inflacją; wzrost musi mieć stały charakter. Skutkiem inflacji jest utrata wartości pieniądza, która zmniejsza siłę nabywczą posiadanych zasobów finansowych.

Wpływ inflacji na ceny można zobrazować przykładem. Banknot stuzłotowy nominalnie zawsze jest wart 100 zł, ale wartość dóbr, jakie możemy za niego nabyć, zmniejsza się z czasem. Lub inny przykład: świadczenie 500 plus realnie warte jest nieco ponad 450 zł, bo właśnie ze względu na inflację spadła wartość tego, co możemy za nie kupić.

Skutki inflacji. Lokaty bankowe przestają dać zarobić

Dla statystycznego klienta czy osoby oszczędzającej pieniądze inflacja jest zjawiskiem jednoznacznie złym, bo w jej wyniku spada siła nabywcza pieniądza, więc określona suma pieniędzy zaspokaja mniej potrzeb. Choć wartość nominalna pieniądza nie zmienia się, to wartość spada.

Inflacja zniechęca do oszczędzania i nie tylko dlatego, że po wypłaceniu pieniędzy z lokaty będzie można za nie kupić mniej niż przed wpłaceniem, bo ceny poszły w górę (przykład: nieruchomości kilka lat temu były znacznie tańsze niż obecnie. Jeśli ktoś założył sobie, że wpłaci pieniądze na 10 lat na oprocentowaną lokatę, to po „wyjęciu” pieniędzy niemiło się rozczaruje. Zgromadzone oszczędności sfinansują znacznie mniej metrów kwadratowych niż w chwili założenia lokaty).

Drugim czynnikiem, który pogrążą oszczędności jest fakt, że gdy utrzymuje się wysoka inflacja, bank centralny obniża stopy procentowe. Banki reagują na to obniżając oprocentowanie depozytów. W połowie 2020 roku na rynku nie było praktycznie ofert lokat czy rachunków oszczędnościowych, na których oprocentowanie przekraczałoby pół procent. Z reguły były to tak symboliczne odsetki, że bez szkody dla zysków klienci mogliby trzymać pieniądze w szufladzie.

Czytaj też:
Piechociński: Inflacja to cichy podatek-zabójca. Najbardziej uderzy w emerytów i rodziny wielodzietne

Opracowała:
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
 0

Czytaj także