Inflacja w USA nieco spadła, ale Fed obawia się, że to nie koniec problemów

Inflacja w USA nieco spadła, ale Fed obawia się, że to nie koniec problemów

Rezerwa Federalna
Rezerwa Federalna / Źródło: Shutterstock / Paul Brady Photography
Mimo tego, że odczyt inflacji CPI okazał się wczoraj nieco niższy, niż przewidywano, to Fed nadal obawia się problemów.

W Stanach Zjednoczonych społeczeństwo również boryka się z inflacją. Ta pokazała wczoraj mniejsze wartości, niż wskazywały prognozy. CPI prawdopodobnie osiągnęła swój szczyt. Główny wskaźnik rok do roku spadł z 8,5 proc. do 8,3 proc. Dynamika wzrostu cen będzie spadać jednak wolniej, niż chciałby tego Fed. To wywierać będzie nadal presję na bank centralny. Dolar w pierwszej reakcji umocnił się, aby w kolejnych minutach oddać cały wypracowany zysk. Dziś nad ranem ponownie ulega aprecjacji. Główna para walutowa zbliża się do 1,05.

Inflacja w USA w dół

Ceny konsumpcyjne w USA wzrosły w kwietniu o 0,3% w porównaniu z marcem. Z wyłączeniem energii i żywności, tzw. wskaźnik bazowy wyniósł 0,6%. Główny wskaźnik cen konsumpcyjnych w ujęciu rocznym spadł z 8,5% do 8,3% (konsensus: 8,1%). Wskaźnik bazowy spadł z 6,5% do 6,2% (konsensus: 6,0%) rok do roku.

Inflacja w Stanach Zjednoczonych spadła po raz pierwszy od sierpnia 2021 roku. Tak się stało jedynie dlatego, ponieważ ceny rok temu od marca do kwietnia wzrosły mocniej niż to miało miejsce w 2022.

Jeśli wejdziemy w szczegóły, widzimy mocny wzrost czynszów oraz podróży lotniczych (+18,6 proc. miesiąc do miesiąca). Również drożało zakwaterowanie w hotelach (+2 proc.) Z kolei samochody używane ponownie potaniały, po tym jak w ubiegłym roku były jednym z głównych czynników napędzających inflację. Przesunięcie popytu z towarów, na które był szczególny popyt w czasie pandemii, w kierunku usług, które korzystają z ponownego otwarcia gospodarki, znajduje zatem wyraźne odzwierciedlenie w cenach.

O ile nie dojdzie do kolejnego szoku cenowego w zakresie energii, stopa inflacji powinna w najbliższych miesiącach dalej maleć. Spadek ten powinien być jednak powolny ze względu na utrzymującą się presję inflacyjną w sektorze usług. Ponadto dynamika cen prawdopodobnie pozostanie wyższa niż przed pandemią. Wpływ na to będzie mieć sytuacja na rynku pracy. Tutaj koszty wynagrodzeń silnie rosną. Co więcej, długoterminowe trendy, takie jak deglobalizacja, koszty polityki klimatycznej i zmiany demograficzne (starzenie się społeczeństwa) w coraz większym stopniu wpływają na wzrost CPI.

Wysoka inflacja zostanie na dłużej

Prawdziwą wiadomością płynącą z wczorajszych danych jest to, że wysoka inflacja wydaje się coraz bardziej utrwalać. Wczorajsze publikacje będą nadal wywierać presję na Fed. Wszystko wskazuje więc na to, że dojdzie do kolejnych znaczących podwyżek stóp procentowych. Na kolejnych posiedzeniach powinniśmy oczekiwać ponownych kroków o 50 pb. Do końca roku realne wydaje się osiągnięcie poziomu 3 proc.

Wielkiej zmienności inwestorzy niestety wczoraj nie zobaczyli. Co prawda EUR/USD spadł do 1,05, po czym szybko wrócił w okolice 1,0575, jednak notowania wciąż znajdują się w szerokiej konsolidacji, a żadna z barier (górna oraz dolna nie została wczoraj naruszona. Większego ruchu można by było się spodziewać, gdyby inflacja przebiła również poprzednie wartości, a nie jedynie konsensus. Złoto zanurkowało do 1835 USD/oz, po czym ponownie wróciło powyżej poziomu 1850 USD/oz. Dzisiejsza sesja powinna pokazać nam, jaka jest faktyczna interpretacja rynku i czy dolar ma jeszcze przestrzeń na dalszą aprecjację (czy może jednak powinniśmy oczekiwać korekty wzrostowej na EUR/USD?).

Czytaj też:
Tak inflacja zjadła nam oscypki. Turyści w Zakopanem woleli Biedronkę od karczm

Źródło: TMS Brokers / Łukasz Zembik
 0

Czytaj także