Bez doświadczenia i kwalifikacji? Przyuczą, byle tylko zapełnić wakaty. Problem na rynku pracy

Bez doświadczenia i kwalifikacji? Przyuczą, byle tylko zapełnić wakaty. Problem na rynku pracy

Będą niezapowiedziane kontrole w budowlance? (fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Pracowników z Ukrainy jest więcej niż w poprzednich latach, ale i tak za mało, by wypełnić wakaty na rynku pracy. Agencje zatrudnienia dwoją się i troją, by pozyskać pracowników dla swoich klientów, ale rynek wydaje się wydrenowany.

Choć w pierwszej połowie 2021 roku wpisano do ewidencji urzędów pracy więcej oświadczeń dotyczących zatrudnienia pracowników ze Wschodu niż w 2019 roku (i oczywiście 2020, ale ze względu na pandemię nie był on miarodajny), wydano również rekordową liczbę zezwoleń na pracę, a w rejestrach ZUS jest 819 tys. obcokrajowców, 100 tys. więcej niż w styczniu, nadal brakuje rąk do pracy.

Odpowiadają za to przede wszystkim rozgrzana budowlanka, która jest w stanie wchłonąć obecnie praktycznie dowolną liczbę pracowników1), nawet bez kwalifikacji. Właściciele firm budowlanych przyznają, że są gotowi przyuczać do pracy, byle zgłosili się do nich kandydaci, którzy nie znikną po tygodniu pracy. Wiele ofert jest również w logistyce i handlu internetowym. O problemie pisze „Rzeczpospolita”.

Wakaty nawet w firmach, w których nigdy nie brakowało chętnych

Tomas Bogdevic, dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal, mówi o rekordowym zapotrzebowaniu polskich przedsiębiorców na pracowników sezonowych. Jego firma ma obecnie półtora tysiąca wakatów. Chętnych nie ma nawet do pracy w zakładach, w których do tej pory nie było kłopotu z kompletowaniem składu. Poza tym, że potrzebni są kierowcy, budowlańcy i pracownicy gastronomii, ze znalezieniem zatrudnienia nie mają też problemu mężczyźni gotowi wykonywać proste prace fizyczne.

Błąd firm polega na tym, że zakładają, że wystarczy pracownikom zapłacić minimum, a w przypadku przyjeżdżających z zagranicy zaoferować łóżko w wieloosobowym pokoju w najtańszym hotelu pracowniczym. Jak w rozmowie z „Rz” zaznaczył Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres, dzisiejsi pracownicy ze Wschodu to dziś inni imigranci niż trzy–cztery lata temu. Mają wyższe wymagania nie tylko co do wysokości wynagrodzenia, ale także warunków pracy i zakwaterowania.

Ustawowe minimum nie jest dla nich atrakcyjne. Mają też wybór i zamiast podejmować pracę na nisko płatnym stanowisku w województwie lubelskim czy podlaskim, mogą pojechać na zachód, do Wielkopolski czy Pomorze, gdzie stawki są wyższe, a lokalne rynki pracy są wydrenowane, więc przyjmą wszystkich chętnych.

Czytaj też:
Bezrobocie w Polsce znów poniżej 6 proc. Bez pracy mniej, niż milion osób

Opracowała:
Źródło: Rzeczpospolita
 1

Czytaj także