„Leci z nami kilku pilotów”. Z prof. M. Zaleską o Polskim Ładzie

„Leci z nami kilku pilotów”. Z prof. M. Zaleską o Polskim Ładzie

Małgorzata Zaleska
Małgorzata Zaleska / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Nie da się mieć jednocześnie szerokich przywilejów socjalnych i braku interwencjonizmu państwowego. Nie można mieć wszystkiego prawie za darmo i powszechnie dużo zarabiać oraz płacić niskie podatki – mówi w rozmowie z „Wprost” prof. Małgorzata Zaleska, ekonomistka ze Szkoły Głównej Handlowej.

Czy w sobotę, gdy poznała Pani założenia , poczuła Pani, że „leci z nami pilot” i kraj rzeczywiście ruszy teraz ku bogactwu i dobrobytowi?

Miałam wrażenie, że „leci z nami kilku pilotów”, którzy mają jasno określone cele wyższe i konsekwentnie do nich zmierzają, także w ujęciu politycznym. Przedstawiony program ma bowiem przede wszystkim wymiar społeczny i prezentuje ideę państwa opiekuńczego, czyli takiego które ingeruje w zasady gospodarki rynkowej.

Nie da się mieć jednocześnie szerokich przywilejów socjalnych i braku interwencjonizmu państwowego.

I tutaj trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czego tak naprawdę oczekujemy, bowiem nie da się mieć jednocześnie szerokich przywilejów socjalnych i braku interwencjonizmu państwowego. Nie można mieć wszystkiego prawie za darmo i powszechnie dużo zarabiać oraz płacić niskie podatki. Co prawda próbuje się nam to wmówić, ale ja w to nie wierzę. Jednocześnie jesteśmy z pewnością bogatsi niż byliśmy jeszcze kilka lat temu, ale do powszechnego bogactwa Polaków droga jest jeszcze daleka.

Pierwsze ustawy regulujące niektóre zagadnienia mamy poznać jeszcze w wakacje, najpóźniej jesienią. Do tego czasu trudno mówić o konkretach, niemniej: czy są takie obietnice, co do których może się Pani założyć, że nie zostaną zrealizowane? Bo zbyt trudne, drogie, a może zbyt przełomowe?

Podzielam zdanie, że kluczowe będą szczegółowe rozwiązania ustawowe, bowiem nawet najlepszy pomysł może zostać wypaczony w pracach legislacyjnych. W zasadzie każda z propozycji w ujęciu teoretycznym jest możliwa do zrealizowania, przy odpowiedniej determinacji i zasobach finansowych. I tutaj dochodzimy do sedna tzn. wskazania konkretnych źródeł finansowania poszczególnych zamierzeń. Na ten moment tak istotnych szczegółów niestety jeszcze nie znamy.

Można przy tym domniemywać, że jednym z takich źródeł wspomagających, podobnie jak w innych krajach, będzie polityka banku centralnego. Niemniej jednak największe ryzyko, jakie widzę w realizacji zamierzeń leży po stronie braku politycznej zgody parlamentarnej.

„Czas najwyższy, ten pomysł powinien był pojawić się już dawno”. Była i taka refleksja?

Proponowane rozwiązania są kontynuacją wcześniejszych idei i tutaj trzeba powiedzieć, że rządzący są konsekwentni w swoich planach. To co może zaskakiwać w kolejnych odsłonach propozycji, to ich rozmach. Pamiętajmy też, że zaproponowanie kolejnych reform jest trudniejsze, bowiem wyczerpują się proste rozwiązania.

Pieniądze Polaków w Polskim Ładzie

Rządzący wreszcie wsłuchali się w głosy pracujących, przedsiębiorców i ekonomistów. Od lat podkreślają potrzebę podniesienia kwoty wolnej od podatku, ale do tej pory z jakiegoś powodu było to niewykonalne. Czy myśli Pani, że za decyzją o niemal 3-krotnym podniesieniu nie kryje się jakieś drugie dno?

Wsłuchiwanie się rządzących w głosy społeczeństwa nie jest wcale łatwe, gdyż poszczególne grupy społeczne mają różne cele i priorytety. Zmniejszenie uciążliwości podatkowych jest sposobem na pobudzenie gospodarki m.in. poprzez wzrost konsumpcji. Niemniej jednak kwota wolna od podatku jest tylko jednym z elementów systemu podatkowego, który wymaga bardziej gruntownych, kompleksowych zmian, co może jednak być trudne z punktu widzenia politycznego (zadowolenia większości wyborców).

A czy kryje się drugie dno w podniesieniu kwoty wolnej od podatku, będziemy mogli wiarygodnie ocenić, gdy poznamy szczegółowe rozwiązania.

Na pomysły z niepokojem patrzą przedsiębiorcy. Dlaczego Zjednoczonej Prawicy tak bardzo zależy na uniemożliwieniu odliczenia składki zdrowotnej od podatku?

Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że składki zdrowotne są konieczne do zapewnienia źródeł finansowania służby zdrowia, a skoro wydatki na nią mają być zwiększane (co popiera zdecydowana większość społeczeństwa), to idzie za tym poszukiwanie pieniędzy.

Więcej pieniędzy w systemie „uleczy” służbę zdrowia? Są szpitale, w które ile pieniędzy by nie wkładano, to i tak kończą rok ze stratą. Zarządzanie służbą zdrowia nie jest u nas najsprawniejsze.

Same pieniądze nie uzdrowią służby zdrowia i sposób zarządzania jest kluczowy. Z reguły udaje się osiągać wysoką efektywność w prywatnej służbie zdrowia, niedostępnej dla wszystkich Polaków z punktu widzenia ceny usług medycznych. Jednocześnie choroby ciężkie, np. nowotworowe leczone są z reguły w państwowych, a nie prywatnych placówkach. W placówkach państwowych tworzone są też specjalistyczne kliniki z nowoczesnym sprzętem, co jest bardzo kosztowne.

Jednocześnie zauważmy, co by się hipotetycznie stało, gdyby pacjenci prywatnej służby zdrowia zaczęli nagle korzystać tylko z państwowych placówek, nawet w ujęciu dostępu do internisty - system załamałby się. Doświadczenia innych krajów wskazują, że jesteśmy zdani na symbiozę państwowej i prywatnej służby zdrowia, na której to wszyscy mogą skorzystać.

Choroby ciężkie, np. nowotworowe leczone są z reguły w państwowych, a nie prywatnych placówkach. W placówkach państwowych tworzone są też specjalistyczne kliniki z nowoczesnym sprzętem, co jest bardzo kosztowne.

Rynek pracy, emerytury

Zjednoczona Prawica postuluje uporządkowanie rynku pracy, po którym w najlepsze hulają umowy cywilnoprawne, które w często nieuzasadniony sposób zastępują umowy o pracę. Jako rozwiązanie proponują pełne ozusowanie umów zlecenia, ale przecież to wierzchołek góry lodowej. Problemem nie jest to, że osoby mające zbieg umów płacą składki tylko od jednej, ale to, że firmy, nawet wielkie korporacje, bezkarnie oferują umowy cywilnoprawne tam, gdzie kandydat na wejściu powinien dostać umowę o pracę.

Z zapowiedzi wynika zamiar stworzenia wzoru „jednego kontraktu” i obawiam się, że on też wywoła niezadowolenie określonych grup społecznych. Jeden wzór, z założenia, musi cechować się małą elastycznością. Tymczasem jest faktem, że tzw. umowy śmieciowe są oferowane pracownikom przez pracodawców także z uwagi na korzyści wynikające dla tych drugich. Dopóki tak będzie, to skłonność pracodawców do ulżenia swoim obciążeniom nie spadnie.

W Polskim Ładzie zabrakło mi pomysłu na to, jak pomóc ludziom, którzy przez lata byli wypychani na umowy cywilne i za kilka, kilkanaście lat, gdy przejdą na emerytury, będą mieć groszowe świadczenia. Same lata składkowe nie wystarczą, by w razie czego państwo dopłaciło do minimalnej emerytury, potrzebny jest staż pracy. Wkrótce czeka nas plaga biednych emerytów, a państwo zdaje się tego nadciągającego problemu nie dostrzegać.

Problem jest szerszy, bowiem dotychczasowe systemy zapewnienia nam godziwej emerytury nie sprawdziły się, a ponadto nie mamy w zwyczaju oszczędzać, raczej jesteśmy nastawieni na konsumpcję. Tymczasem żaden powszechny system emerytalny, bez wsparcia przez dodatkowe filary, nie jest nam w stanie zapewnić godziwego życia na emeryturze. Jeśli nic nie zmieni się w tym obszarze to w przyszłości możemy mieć niestety do czynienia z silną falą niezadowolenia społecznego.

Dotychczasowe systemy zapewnienia nam godziwej emerytury nie sprawdziły się.

Zdając sobie sprawę, że przechodzącym na emeryturę Polakom państwo będzie miało coraz mniej do zaoferowania – prognozowana stopa zastąpienia z każdym rokiem spada – politycy chcą zachęcić starszych pracowników, by jak najdłużej zostali w pracy. Tylko czy w Polskim Ładzie wykorzystuje do tego dobry arsenał?

Pytaniem otwartym pozostaje, czy Polacy chcą dłużej pracować czy nie, bowiem uważają że należy im się spokój na emeryturze. Zapotrzebowanie na pracę osób starszych będzie też zależało od stopnia innowacyjności, automatyzacji i cyfryzacji polskiej gospodarki. Tych szczegółów trochę mi zabrakło w omawianej propozycji.

Główną przesłanką propozycji jest bowiem zwiększenie dochodów, a tym samym konsumpcji, co może przełożyć się na wzrost cen. Ich wzrost będzie też wynikał z podniesienia obciążeń niektórych przedsiębiorców, którzy będą to przerzucali na swoich klientów. Wzrost inflacji może zaś „zjeść część zastrzyku finansowego”, którzy otrzymają w nowym ładzie Polacy.

Rodzina, dzietność

Przeczytałam gdzieś zdanie profesor demografii, która powiedziała, że „Polski Ład nie był najwyraźniej konsultowany z demografami”, bo propozycja 12 tys. zł naprawdę nie jest w stanie skusić rodziców do powiększania rodziny. Żłobki i przedszkola, które są za rogiem na osiedlu i nie kosztują 1200 zł za miesiąc – to już tak. 12 tys. zł rzeczywiście brzmi atrakcyjnie, ale czy to nie przerost formy nad treścią?

Z punktu widzenia ekonomistki istotne jest, na co te dodatkowe środki zostaną przeznaczone, czy np. na rozwój i edukację, czyli inwestycję w dzieci, czy na dalszą konsumpcję. Będzie to przy tym zależało m.in. od zamożności rodziny, bowiem im wyższe są dochody, tym wydatki na podstawowe produkty i usługi mają mniejszy udział w koszyku wydatków.

W sieci posypały się komentarze, że to kolejny wabik na rodzących dzieci dla pieniędzy. Czy Pani również się obawia, że niektóre rodziny wykażą się koniunkturalizmem i zdecydują się na dzieci, by dostać dodatkowe pieniądze i dopłaty do mieszkania?

Mam nadzieję, że decyzja o liczbie posiadanych dzieci nie wynika tylko z koniunkturalizmu, przy czym względy ekonomiczne są z pewnością jedną z przesłanek przy podejmowaniu decyzji o liczbie dzieci w rodzinie. Równocześnie trudno jest zaprzeczyć temu, że polskie społeczeństwo starzeje się i wzrost dzietności jest kluczowy z punktu widzenia naszej przyszłości.

Proponując system gwarancji dla kupujących pierwsze mieszkaniem, PiS przyznał niejako, że poległ w budowaniu tanich mieszkań na wynajem. Wszak jeszcze niedawno przekonywał, że to państwo będzie największym deweloperem i zapewni niedrogie mieszkania osobom o dochodach zbyt niskich, by pozwolić sobie na zakup na wolnym rynku. Powstało zaledwie kilka osiedli, a są kraje, które z powodzeniem budują. Gdzie popełniono błąd?

Jest faktem, że dotychczasowe propozycje w zakresie powszechnego programu mieszkaniowego nie zakończyły się sukcesem. Fundamentalną trudnością jest takie sprecyzowanie zasad programu, aby trafiał on rzeczywiście do potrzebujących na adekwatnych warunkach. W obecnej propozycji jest zmiana podejścia i przerzucenia ciężaru finansowania zakupu mieszkań na banki, przy wspomożeniu przez państwo w postaci chociażby gwarancji wkładu własnego. Pamiętajmy także, iż w dalszym ciągu Polacy preferują posiadanie własnego mieszkania, nawet nabytego za wieloletni kredyt, niż długoterminowy wynajem.

Te gwarancje to dobry pomysł? Czy program ma szansę powtórzyć popularność programu „Rodzina na swoim”?

Fundamentalną kwestią w procesie kredytowania jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, z jakich źródeł kredytobiorca będzie spłacał kredyt. Stała, dobrze płatna praca jest takim źródłem. Bez tego, nawet przy zapewnieniu wkładu własnego, kredytobiorca będzie miał problemy, co przekładać będzie się na wyniki banków, a część ryzyka kredytowego przejmie państwo. Z punktu widzenia banków, taka propozycja jest dobrą informacją. Równie dobrą wiadomością jest także dla firm budujących i sprzedających mieszkania.

Już dziś mieszkania są horrendalnie drogie. Czy program gwarancji i dopłat nie spowoduje, że pójdą w górę, w rezultacie jeszcze bardziej ograniczy się liczba osób, które mogą sobie na choćby ciasne lokum pozwolić? To by oznaczało, że PiS pomógł nielicznym kosztem całej reszty Polaków.

Nie jest wykluczone, że ceny nieruchomości wzrosną, przy czym powinno to dotyczyć wybranego segmentu rynku, właśnie z dopłatami/gwarancjami państwa. Jak rozumiem, wsparcie na rynku nieruchomości będzie bowiem dotyczyło tylko określonych nieruchomości o określonych parametrach (np. powierzchni, ceny).

Czytaj też:
Morawiecki we „Wprost”: Bogaci korzystają z dróg i szkół, a nie łożą na to odpowiednio do zarobków. To nieuczciwe

Źródło: WPROST.pl
 3

Czytaj także