Były wiceminister o węglu: Byliśmy zdemoralizowani dostatkiem, zabrakło roztropności

Były wiceminister o węglu: Byliśmy zdemoralizowani dostatkiem, zabrakło roztropności

Teren kopalni węgla w Gliwicach
Teren kopalni węgla w Gliwicach Źródło: Shutterstock / Daniel Jedzura
– Wiem na pewno, że ludzie nie rozumieją jak to jest możliwe, iż siedzimy na węglu, a w tej chwili nam go brakuje. Byliśmy zdemoralizowani dostatkiem i wykazaliśmy się brakiem roztropności oraz przezorności, likwidując to, co mamy i nie tworząc alternatywy. (…) Obraziliśmy się na węgiel śląski, a zaprzyjaźniliśmy się z węglem rosyjskim i teraz trzeba przyjąć do wiadomości, że ta przyjaźń nie wypaliła – mówi w rozmowie z „Wprost” Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki, inżynier górnictwa, były dyrektor kopalni Budryk.

Eliza Olczyk, „Wprost”: Co się stało z naszym węglem? Kiedyś Polka węglem stała - tak mawiano w PRL - a dzisiaj ludzie nie będą mieli czym palić w piecach zimą?

Jerzy Markowski: Polska nadal węglem stoi. Zasoby geologiczne węgla mamy przeolbrzymie, największe w Europie. Jeżeli chodzi o węgiel kamienny to jest to 68 mld ton, a węgla brunatnego 34 mld ton. Tyle tylko, że ten węgiel pozostał w ziemi, nie został udostępniony ponieważ zaniechaliśmy inwestycji i przyspieszyliśmy likwidację kopalń. Tak szybko je likwidowaliśmy, że w pewnym momencie zabrakło krajowego węgla na potrzeby polskiej gospodarki i wtedy zaczęto posiłkować się importem.

Kiedy to się zaczęło?

Import zaczął się w Polsce w roku 2007, a jego szczyt przypadł na 2015 rok kiedy sprowadzaliśmy 18 mln ton węgla rocznie. W ubiegłym roku sprowadzaliśmy ponad 12 mln ton. Dramat rozpoczął się wtedy, gdy został zamknięty dostęp do węgla rosyjskiego. Z Rosji przywożono do Polski ponad 9 mln ton węgla rocznie. Był to węgiel przede wszystkim gruby, czyli użyteczny do celów ciepłowniczych i tego nam brakuje.

Do obecnej sytuacji doprowadziły dwie rzeczy – brak inwestycji w kopalnie i odchodzenie od węgla, bez tworzenia alternatywnych źródeł energii. Nasza energetyka 50 lat temu była zbudowania pod węgiel i tak jest nadal. Nic się nie zmieniło, mimo wszystkich deklaracji, programów i opowieści.

Energetyka odnawialna to jest tylko 16 proc. potrzebnej nam energii, a energetyki jądrowej nigdy nie zbudowaliśmy. W rezultacie mamy problem, który stanowi ogromne wyzwanie techniczne i niesie olbrzymie skutki polityczne.

Janusz Steinchoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka, który przeprowadził słynną restrukturyzację górnictwa mówi, że z winy obecnego rządu Polacy są odcięci od źródeł energii. Ma rację?

Rząd zawinił tym, że wprowadził embargo na import węgla z Rosji.

Embargo na import węgla wprowadziła też Komisja Europejska, w ramach sankcji za napaść Rosji na Ukrainę.

Oczywiście. Nie kwestionuję moralnej strony tej decyzji. Rzecz jest bezsporna, trzeba było tak zrobić. Sedno problemu tkwi w tym, że nie trzeba się było uzależniać od rosyjskiego węgla. Przypomnę panu Steinhoffowi, że za swoich rządów zamknął 24 kopalnie, w tym kilka, w których pozostały bogate zasoby węgla kamiennego. Gdyby tego nie zrobił, to dzisiaj mielibyśmy tego węgla pod dostatkiem.

Artykuł został opublikowany w 29/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 5

Czytaj także