Firmy oferują nietypowe widełki wynagrodzeń. Pensja zależy od rodzaju umowy, jaką wybierze pracownik

Firmy oferują nietypowe widełki wynagrodzeń. Pensja zależy od rodzaju umowy, jaką wybierze pracownik

Praca
Praca Źródło: Materiały prasowe
„Atrakcyjne zarobki” odchodzą do lamusa. Kandydaci nie chcą odpowiadać na oferty pracy bez podania kwoty wynagrodzenia lub widełek płacowych. Na to też niektóre firmy znalazły rozwiązanie. Pracodawcy podają dużą rozpiętość kwot, by tylko przyciągnąć do siebie jak najwięcej osób. W wielu przypadkach widełki oznaczają różne rodzaje umowy dla pracownika.

„Firma poszukuje specjalisty ds. sprzedaży i marketingu. Atrakcyjne zarobki”. Tak jeszcze do niedawna wyglądała większość ogłoszeń o pracy. Niżej znajdowała się długa lista obowiązków i oczekiwań wobec kandydatów. Na takie oferty pracy odpowiadało wiele osób, które wysokość wynagrodzenia poznawały na ostatnim etapie procesu rekrutacji. Często była ona znacznie poniżej oczekiwań pracowników. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie.

Rynek pracy. Nie ma chętnych na oferty pracodawców bez podanych wynagrodzeń

„Jeśli w ogłoszeniu o pracy nie ma podanej kwoty wynagrodzenia ani widełek płacowych, to nie aplikuję na taką ofertę” – odpowiadają pracownicy. Większość z nich odrzuca takie oferty już na etapie przeglądania ogłoszeń. „To taka rekrutacja w ciemno, gdzie firma coś ukrywa na starcie. Szkoda czasu dla pracodawcy, który nie potrafi się określić w tak ważnej kwestii” — dodają. Oczekiwania pracowników potwierdzają liczne raporty branżowe. Z badania firmy No Fluff Jobs wynika, że dla blisko 93 proc. Polaków informacja o wysokości wynagrodzenia to istotny lub bardzo ważny element ogłoszeń.

Zdaniem specjalistów od rynku pracy takie rozwiązanie ma wiele korzyści zarówno dla pracodawców, jak i pracowników. Po pierwsze jest większa przejrzystość dla kandydatów, którzy już na początku procesu wiedzą, czy dana oferta odpowiada ich oczekiwaniom. To znacznie przyspiesza proces poszukiwania pracy, gdyż pozwala na bardziej efektywne filtrowanie ofert.

Na jawności wynagrodzeń zyskują też pracodawcy. Rekruterzy nie tylko zaoszczędzą czas, ale będą mogli skupić się na rozmowach z wybranymi kandydatami, którzy akceptują podaną kwotę lub oznaczone widełki wynagrodzeń.

Trik marketingowy czy oszustwo? Nowy trend w ogłoszeniach wprowadza w błąd

Początkowo widełki płacowe stały się powszechne w branży IT. Obecnie na podawanie ramowych stawek decyduje się coraz więcej firm z różnych sektorów. Firmy mają różne strategie. Jedni pracodawcy podają konkretną kwotę wynagrodzenia w ogłoszeniu, inne firmy proponują widełki płacowe o niedużej rozpiętości na danym stanowisku. Część firm nie mogąc zapełnić wakatów, zaczęła stosować inne metody, które mogą wprowadzać wiele osób w błąd.

O nietypowych sposobach „zwrócenia uwagi” na ogłoszenia pracodawców piszą internauci w mediach społecznościowych. „Znalazłem taką ofertę pracy. Firma w ofercie podaje widełki płacowe od 12 do 20 tys. zł. Skąd bierze się taka rozbieżność w oferowanej pensji?” – dopytuje jeden z pracowników. „Agencja nieruchomości poszukuje pośredników sprzedaży mieszkań. Oferuje widełki od 1 do 20 tys. zł. O co tu chodzi? Czy może mi to ktoś wytłumaczyć?” – dodaje inny.

Takich ogłoszeń w sieci jest znacznie więcej. W kolejnej ofercie specjalista ds. nieruchomości może liczyć od 7 do 20 tys. zł. Internauci zwracają jednak uwagę, że proponowane kwoty wynagrodzeń pojawiają się w tytule, a w dalszej części ogłoszenia nie ma słowa o stałym wynagrodzeniu. Wysokość pensji pośredników jest uzależniona od ich wyników sprzedaży mieszkań — zaznaczają.

Ogłoszenia o pracy. Licznik wynagrodzeń jest zależny od rodzaju umowy

Lista takich ogłoszeń z niebotycznie rozciągającymi się widełkami płacowymi jest długa. Jedna z firm proponuje pracę księgowej. Jej usługi wycenia od 5 do 10 tys. zł. Inna firma oferuje specjaliście ds. finansów wynagrodzenie od 8 do 18 tys. zł brutto. Z kolei Business Development Manager może liczyć na pensję od 12 do 20 tys. zł netto.

Jeden z pracowników twierdzi, że firmy stosują tzw. licznik wynagrodzeń, który jest zależny od formy umowy, jaką wybierze kandydat na danym stanowisku. Pan Krzysztof odpowiedział niedawno na ofertę pracy dla sprzedawcy. Firma oferowała wynagrodzenie od 4 do 6 tys. zł. W dotychczasowym miejscu pracy mężczyzna zarabiał niższą kwotę. Liczył, że jako pracownikowi z doświadczeniem nowy pracodawca zaproponuje wyższą stawkę.

Na rozmowie z rekruterem zaznaczył, że chciałby zarabiać 6 tys. zł. miesięcznie. Wówczas usłyszał, że wynagrodzenie 4 tys. zł jest przeznaczone dla osób, które wybiorą umowę o pracę. Kandydat mógł też wybrać umowę zlecenie z nieco wyższą kwotą lub zdecydować się na umowę B2B za 6 tys. zł.

Nietypowe wynagrodzenia mają ukryty cel. „Zawsze kryje się za nimi jakiś kontekst”

Zdaniem ekspertów wysokie oferty płacy zdarzają się co jakiś czas i zapewne będą się zdarzać. „Zawsze jednak kryje się za nimi jakiś kontekst. Czasem taka wysoka stawka ma na celu po prostu przyciągnięcie uwagi kandydatów” — twierdzą.

Jeśli to informacja o wynagrodzeniu jest tym, czego najbardziej oczekują w ofertach pracownicy, to nic dziwnego, że pracodawcy szukają sposobów, aby się wyróżnić. I stosują metody znane z marketingu i reklamy — mówi Mateusz Żydek z agencji rekrutacyjnej Randstad w rozmowie z Wprost.pl.

Zalecam zawsze, żeby przyglądać się uważnie temu, co jest napisane poniżej informacji o wynagrodzeniach. Przede wszystkim zwracajmy uwagę na typ umowy, czy podana kwota jest netto, czy brutto, a także czy podane jest stałe wynagrodzenia, czy na przykład po części jest ono zależne od różnych czynników, np. składa się z premii frekwencyjnej — opowiada ekspert.

Jeśli już bierzemy udział w takiej rekrutacji, to rozmowa kwalifikacyjna lub korespondencja z rekruterem to najlepsza metoda, aby dopytać o te kwestie. Dobrą praktyką powinno być, aby pracodawcy wskazywali te wszystkie informacje od razu w ofercie lub podawali, od czego zależą widełki — np. doświadczenia, poziomu umiejętności — dodaje.

Czytaj też:
Czy roboty zastąpią pracowników? Wypowiedzi ekspertów zaskakują
Czytaj też:
Koniec El Dorado dla informatyków. Firmy wstrzymują rekrutacje